Opublikowany w niniejszym numerze „Znaku” tekst Charlesa Taylora harmonijnie wpisuje się w szerszy kontekst innych tekstów kanadyjskiego filozofa (1), dotyczących przemian religijności, jakie zaszły w kulturze euroatlantyckiej od czasów średniowiecza. Nie będę się tu wypowiadał na temat ogólnej trafności socjohistorycznych diagnoz Taylora. Sądzę jednak, że ma on rację, gdy zwraca uwagę na istniejący obecnie pluralizm ścieżek, którymi ludzie dochodzą do tego, co nazywają swoją wiarą religijną (Taylorowi chodzi w pierwszym rzędzie o wiarę chrześcijańską). Zasadne jest zatem pytanie postawione przez Redakcję „Znaku” o to, czy podążający tak różnorodnymi ścieżkami zmierzają do tego samego celu, czy choćby w podobnym kierunku. Dlaczego jednak odpowiedź pozytywna wydaje się problematyczna nawet w przypadku, gdy mamy do czynienia z ludźmi deklarującymi przynależność do tej samej wspólnoty religijnej? Przyjrzyjmy się bliżej formom wiary, które opisuje Taylor, z których każda posiada różne, jak to nazywa Taylor, „zaplecze”(2). Oto forma wiary, która powstać może w kontekście obrazu świata jako uporządkowanego dzieła transcendentnego kosmicznego…
Dr hab. filozofii, teolog, wykładowca Akademii Ignatianum w Krakowie. Redaktor „Tygodnika Powszechnego”. Ostatnio wydał Logos niepojęty (2010).