Co to jest śmierć? Z jednej strony jest oczywistością biologii człowieka, tak jak każdego innego zwierzęcia. Oczywistością – jak narodziny, dojrzałość, potomstwo i starość. Oczywistością – jak pory roku, z których jesień i zima są tak samo nieuchronne jak wiosna, choć mniej przyjemne, a coraz bardziej dokuczliwe. Ale z drugiej strony jest horrorem, a nawet skandalem. Jakże to: żyjemy, wyrywamy kartki z kalendarza, leczymy choroby, planujemy przyszłość i nagle… Nagle coś, o czym nic nie wiemy, choroba której nie da się uleczyć? Z tej perspektywy nie ma nic straszniejszego niż śmierć. Wszystko się kończy i nie wiadomo, co się zaczyna; może już nic? Jak zgaszenie światła obcą ręką w najbardziej niedogodnym dla nas momencie, zazwyczaj wtedy, gdy najbardziej pragniemy jasności. O śmierci nie ma co mówić, śmierci można się tylko bać, a najlepiej o niej w ogóle zapomnieć. Nie unikniemy jej przez to, ale może przynajmniej doznamy znieczulenia. Żebyż była tylko jak nagłe zgaszenie światła, ale wchodzi się w tą ciemną bramę zazwyczaj w bólu, krwi, śluzie i całej ohydzie cierpienia. Po co? Narodziny przecież nie są zbrodnią, więc dlaczego życie prowadzi do wyroku śmierci? Nie, nie warto o niej rozmyślać, nawet wtedy gdy z kalendarza wyrwiemy kartkę niedalekiego już dnia poświęconego zmarłym.
ZADUSZKI PO AMERYKAŃSKU A przecież można inaczej. Pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem, pomiędzy Oceanem Lodowatym a Meksykiem ludzie już na wiele dni przed końcem października – kiedy zbliża się święto zwane Halloween –…