Niewiele dobrego można powiedzieć o obojętności. Obojętność to bierność, niechęć, nieczułość, niedbalstwo, ostatecznie tylko lenistwo; a więc, tak czy inaczej, zło, przynajmniej marność. Gani ją Pismo Święte znanymi słowami: „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich”. Jeszcze bardziej znana modlitwa przypomina, że grzeszymy nie tylko myślą bądź uczynkiem, ale i zaniedbaniem. Przeciwieństwem obojętności jest gorliwość, a przynajmniej aktywność. One są godne pochwały. Tylko podejmując działanie, możemy stworzyć jakieś dobro, pomóc komuś w jego borykaniu się z losem albo nawet w nieszczęściu, zapobiec złu. Nasza cywilizacja to kultura aktywności i działania, takie też są jej święte księgi. Taka postawa stworzyła wynalazki i budowle, zorganizowała państwa, a potem obaliła opresyjne imperia. Na takiej glebie kiełkuje solidarność, która jest inną nazwą miłości w jej społecznym wymiarze. Trudno sobie wyobrazić solidarność „letnich”, obojętnych i nieczułych, tak jak nie ma solidarności bez działania. Nic więc dziwnego, że Georg Lichtenberg powiada: „Gdzie umiarkowanie jest błędem, tam obojętność zbrodnią”. Można być obojętnym wobec wartości, na które się powołujemy, kiedy wedle nich nie postępujemy, tak jak bywa się obojętnym wobec Boga i ofiary Zbawiciela. Można być obojętnym wobec spraw publicznych albo wobec cierpienia drugiego człowieka, choć trudniej wobec własnego, bo inna nazwa obojętności to egoizm. Na taką obojętność choruje dzisiejszy świat,…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.