Subskrybuj

Obrona Chestertona

Komentując niecodzienną decyzję duchoborców, sekty rosyjskich anarchistów, którzy postanowili uwolnić swoje zwierzęta domowe, uważając władanie nimi za niemoralne, Chesterton pisze: „Wyobraźmy sobie tylko, jak duchoborzec uroczyście odprowadza kurę do furtki i ciepło się z nią żegna, zanim kura wyruszy w dalekie podróże – toż to farsa z krainy elfów”. Uwaga ta doskonale charakteryzuje postawę autora felietonów zebranych w tomie Obrona świata: Chesterton dostrzega i docenia to, co dziwne, cieszy go  niezwykłość, a równocześnie pozostaje w granicach zdrowego rozsądku i czuje niechęć do intelektualnych mód. Peregrynacje i konwersacje z kurą – owszem, ale nie pod hasłami ideologii wyzwolenia ludzkości od trudów ziemskiej egzystencji.

 

Zdrowy rozsądek, któremu daje wyraz autor Ortodoksji, ma jednak mało wspólnego z typowym myśleniem potocznym sprowadzającym wszystko do Feuerbachowskiego trawienia. Bardziej niż angielskie common sense przypomina on to, co Francuzi określają mianem bon sens, a więc pewną intuicyjną umiejętność chwytania rzeczy w lot: „wyczucie prawdy praktycznej”, jak pisał Bergson. Common sense jest często zbyt grubiański, zbyt ciężki i wbity w to, co materialne, natomiast bon senspozwala zaakceptować pewien margines tajemnicy otaczający odczarowany świat, co więcej – będzie starał się chronić spontaniczny nadrealizm jako środek pozwalający zachować psychiczną i emocjonalną równowagę. Dlatego też Chesterton występuje jako obrońca nonsensu, obrońca baśni, cudowności, poezji, czarodziejstwa, pochopnych decyzji i chwilowej utraty rozumu jako rzeczy niezbędnych do tego, aby ów rozum utrzymać w dobrym stanie. Broni dziwności, która jest irracjonalna w sposób spontaniczny – jak w wierszach Leara przeciwstawianych matematycznemu absurdowi Carrolla – a równocześnie krytykuje dziwactwa kryjące się w racjonalnie skonstruowanych doktrynach. Różnica między tym, co dziwne, a tym, co dziwaczne, między naturalnym brakiem logiki a nielogicznością wynikającą z umysłowego niedbalstwa i wybujałych ambicji, jest zasadnicza. Pod tym względem poezja i nauka leżą po jednej stronie, każda z nich ma bowiem własną wewnętrzną logikę. Po drugiej stronie znajdujemy grafomanię i pseudonaukę, obie będące efektem braku talentu i kunsztu, a zarazem aspirujące do miana czegoś wyższego. Jednak o ile naiwność nieporadnego malunku…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy Pan Bóg sprowadza deszcz?