Kα ἀγαπήσεις κύριον τὸν θεόν σου ἐξ ὅλης τῆς καρδίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ψυχῆς σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς διανοίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ἰσχύος σου.
I będziesz miłował Adonai, Boga swego, całym swym sercem, całą swą duszą, całym swym zrozumieniem i całą swą siłą (Mk 12, 30).
Wybór cytatu z Ewangelii św. Marka, którego rozważaniem rozpoczynam na łamach „Znaku” cykl filologicznych glos biblijnych, fragmentu tak dobrze znanego i opatrzonego niezliczonymi komentarzami biblistów, teologów, historyków idei, a także filozofów, może wydawać się wielu czytelnikom (pomijając już ekspertów) ewidentnym naruszeniem decorum – niestosownością powielanego w nieskończoność cliché, patetycznym ozdobnikiem, użytym dla bliżej nieokreślonego celu. Przecież sam XX w. (wraz z początkiem następnego stulecia) przyniósł łącznie 27 tłumaczeń Nowego Testamentu na język polski. Czy można przydać do nich cokolwiek ważnego, nowego, inspirującego? Myślę i wierzę, że tak.
Wydaje się, iż jedną z największych i najczęstszych pokusdotykających biblijne egzegezy jest dzisiaj pragnienie bardziej udzielenia adekwatnej, w miarę pełnej, satysfakcjonującej (zarówno badacza, jak i potencjalnego odbiorcę) odpowiedzi i wykładni, niż zadanie pytania i pozostawienie przestrzeni otwartej, wolnej, lecz siłą rzeczy – dramatycznej, w sensie, w jakim tego słowa używali Urs von Balthasar i Józef Tischner. „Teologia” odpowiedzi przytłoczyła i zagłuszyła pytania filologii. A przecież to sztuka…