Józef Tischner rozpoczął swój esej o „wierze w czasach przełomu” od opowieści o konflikcie pomiędzy proboszczem a artystą, który miał namalować obraz do ołtarza w nowym kościele pod wezwaniem świętego Brata Alberta. Zdaniem proboszcza, Święty powinien był trzymać bochen ponad głowami biedaków wyciągających doń ręce i rozdawać im kromki chleba. Artysta zaś chciał namalować Brata Alberta zupełnie inaczej: jak całuje stopy człowieka ubogiego, z którego wyłania się Chrystus. W oczach owego malarza – a jest oczywiste, że Tischner patrzył podobnie i z nim sympatyzował – wyobrażenie Świętego, który pochyla się nad biedakiem, a nie przed nim, jest znakiem triumfalizmu Kościoła. Ksiądz Tischner pisał dalej o relacji urzędu do wiary; my jednak pójdziemy inną drogą, ale jestem pewien, że nadal będzie to myślenie w duchu Tischnera. Podwójne rozumienie tego obrazu – Brata Alberta rozdającego chleb ubogim albo też odkrywającego Chrystusa w biednym, któremu służy, i przez to, że mu służy – rzeczywiście pokazuje podwójne rozumienie Kościoła i chrześcijaństwa. W pierwszym wypadku Kościół rozumie siebie jako właściciela Chrystusa, prawdy i wiary – i dlatego „z góry” może dawać to, co „posiada”. Wydaje się to logiczne: możesz rozdawać z tego, co jest twoją własnością. Ale paradoksalnie „logika Bożego Królestwa” może być inna niż „logika tego świata”. Alternatywą jest rozumienie Kościoła jako communio viatorum, wspólnoty pielgrzymów; chrześcijaństwo dopiero jest w drodze i musi Chrystusa stale na nowo objawiać. Zwłaszcza wtedy, gdy Jego uczniowie – wedle poleceń i przykładu Mistrza – służąc potrzebującym, właśnie w nich z Chrystusem się spotykają. Objawiają Go w biednym, nic nie posiadającym. Chrystus przychodzi w owym „nic”. Nic, bieda, brak własności i brak przywiązania są bramą, przez którą przychodzi do świata Jego pełnia, której nic w świecie nie jest w stanie dorównać. Tylko ten, kto jest równy „nic”, jest równy Bogu – uczył Mistrz Eckhart. W opowieści ewangelicznej apostołowie po zmartwychwstaniu Chrystusa zostają odesłani od pustego grobu z powrotem do domu, do Galilei: „tam Go ujrzycie”. Dzisiaj także my, chrześcijanie, w poszukiwaniu żywego Chrystusa jesteśmy odsyłani od wcześniejszych postaci chrześcijaństwa, które często przypominają puste groby, do świata ludzi potrzebujących: tam Go zobaczycie, tam Go spotkacie. Tam jest dzisiejsza Galilea, tam możemy doświadczyć tajemnicy zmartwychwstania i nowego życia. Chrystus, prawda, wiara – „dokonuje się” w owym spotkaniu, akcie dawania, służby, wychodzenia z siebie. Kościół jest w sytuacji tego, kto dostaje dopiero wtedy, gdy daje. W Chrystusie dawanie i przyjmowanie są nierozdzielnie ze sobą złączone; ważne jest nie tylko: „Nie masz nic, czego byś nie dostał”, ale i jeszcze radykalniejsze: „Nie masz nic ponad to, co rozdałeś”. Przypomnijmy sobie paradoksalne stwierdzenie Chrystusa o skarbie w niebie. A co chcesz dla siebie na ziemi zachować, to stracisz. Gdy mówię o „Kościele posiadającym”, o majątku Kościoła, nie myślę o tym, co tak często w historii było przedmiotem krytyki: o bogatym i silnym Kościele, dysponującym licznymi dobrami materialnymi i wchodzącym w sojusz z realną władzą. To dziś – na szczęście – w wielu krajach świata stanowi już nieodwracalną przeszłość. Idzie tu raczej o istotne „duchowe bogactwo” Kościoła, który ma Ewangelie, sakramenty, charyzmaty, sukcesję apostolską, naukę, poznanie – ma Chrystusa, ma prawdę… Nie chodzi mi o to, aby w najmniejszy nawet sposób zakwestionować prawo Kościoła do własności. Ale trzeba sobie stawiać pytania: jakiej natury jest to własność? I jak to, co dostaliśmy czy odziedziczyliśmy, możemy zachować? Czasem wydaje mi się, że my chrześcijanie wyciągnęliśmy niedostateczne wnioski z przypowieści o talentach. Temu, który wszystko, co mu powierzono, skrzętnie zakopał, nie chciał nic wydać, nie chciał ani na chwilę niczego się pozbyć i ryzykować straty – ostatecznie odebrano to, co tak pieczołowicie strzegł. Tylko ci, którzy powierzoną sobie wartość oddali, „zainwestowali” i zaryzykowali jej utratę, zachowali się właściwie. Zastanawiam się, czy niektóre postacie chrześcijaństwa nie są podobne do tego cnotliwego bogatego młodzieńca, który wprawdzie przestrzegał wszystkich przykazań, ale nie był w stanie pozbyć się posiadanego bogactwa, nie potrafił zrezygnować ze swoich zabezpieczeń. W wielu miejscach w Ewangelii słyszymy Jezusa mówiącego, że tylko ten,…
Czeski duchowny katolicki, filozof, teolog i socjolog, wykładowca na Uniwersytecie Karola w Pradze. W języku polskim opublikowano ponad 20 jego prac, m.in. Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą (w 2011 r. ogłoszoną europejską książką teologiczną roku).