Subskrybuj
Statut Łaskiego - rekopis z 1506 r. (po lewej), Biblia brzeska (po prawej) z 1563 r. w zbiorach specjalnych BUW. 
Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Marzenia biblisty

Marzy mi się biblistyka, która zaufałaby ewangelicznej, zgrzebnej prostocie, która nie wstydziłaby się obecnej w Biblii pospolitości człowieczych działań i słów.

Niemal ćwierć wieku temu jeden z najwybitniejszych polskich biblistów, śp. ks. Julian Warzecha, napisał te słowa: „Wielu ludzi, którzy zabrali się do czytania Pisma św., przeżyło swoiste rozczarowanie; po krótkiej fascynacji niektórymi tekstami lub osobami napotkali różnorakie trudności, które ich zniechęciły do dalszej lektury. Odłożyli więc Księgę, która – paradoksalnie – zamiast budować, nierzadko ich gorszy”[1].

Nic nie straciły one na aktualności, a raczej wprost przeciwnie – stały się jeszcze bardziej wymowne, zwłaszcza wobec nasilających się ostatnio, nie tylko w Polsce, przejawów manipulacji słowem biblijnym. Traktowanie Pisma św., a przynajmniej wybranych z niego cytatów, jako oręża w wojnie ideologicznej bywa gorszące i skutecznie odstrasza od budowania z tą Księgą głębszej relacji[2]. Często przeze mnie przywoływane, na poły tylko żartobliwe stwierdzenie Northropa Frye’a, iż we współczesnej kulturze europejskiej autorytet Biblii przypomina (czysto nominalną) pozycję cesarza Japonii w okresie szogunatu, w swej prawdziwości bardziej dziś rani, niż wywołuje uśmiech.

Książka wybitnej filozofki żydowskiego pochodzenia Heleny Eilstein Biblia w ręku ateisty, w której określa się Stary Testament ksenofobicznym wytworem „okrutników” i „kłamców” oraz przejawem prymitywizmu moralnego, jest przejmująca i powinna prowokować do poważnej, merytorycznej dyskusji.

Jej autorka mierzyła się z Biblią wielokrotnie (choć przede wszystkim w przekładach), co więcej – podejmowała przez lata trud jej pogłębionej lektury, zakończonej jednak rozgoryczeniem… Jakże to jednak inna postawa niż wywołujące u nas jakiś czas temu ekscytację skandalizująca wypowiedź Dody o autorach Pismach św. jako pisarzach „naprutych winem i palących jakieś zioła” czy zachowanie Nergala, targającego publicznie karty Biblii, rodzące jedynie smutek i zamyślenie. Mówię tu nie tyle o zgorszeniu, ile o ignorancji. Czy pani Dorota Rabczewska lub pan Adam Darski przeczytali kiedykolwiek naprawdę uważnie i ze świadomością kontekstu historyczno-kulturowego, uwarunkowań literackich, specyfiki językowych niuansów oraz retorycznego wydźwięku tekstu bodaj…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: My, rodzice osób LGBT+