Subskrybuj
(fot. Fernando Santander / Unsplash)
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Po co nam święci?

Jeśli nawet istnieje gremium, które orzeka o świętości, i są ustalone procedury (...), to nie ma to najmniejszego znaczenia, dopóki nie ma jakiegoś oddolnego przeżycia w Kościele. Trzeba użyć tego słowa „kult”: jeśli nie ma kultu, jeśli nie ma pamięci o grobie, jeśli nie ma wyczucia, że oto mamy do czynienia z kimś, kto przeżywał swą wiarę w taki sposób, iż jest to wciąż inspirujące dla innych, to te wszystkie procedury nigdy nie zostaną uruchomione!

Spotykamy się w tym gronie – przedstawicieli dwóch wielkich tradycji zachodniego chrześcijaństwa – żeby porozmawiać o kulcie świętych, o tym, jak go widzą nasze Kościoły. Jak powinniśmy rozumieć tajemnicę świętych obcowania, o której mówimy we wspólnym wyznaniu wiary? Jaka jest, zdaniem Księży, rola świętych w Kościele? Po co chrześcijanom święci?

KS. ROMAN PRACKI: Dla chrześcijan wywodzących się z XVI-wiecznej reformacji – to znaczy dla tradycji luterańskiej, kalwińskiej i metodystycznej – Kościół to rzeczywistość duchowa, podległa jedynie Bogu. Kościół, w którym trwa to, co Nieuwarunkowane, istnieje w przeszłości, teraźniejszości i w przyszłości. Święci zatem byli, są i (prawdopodobnie) będą, ale – zdaniem protestantów – jedynie Bóg zna ich imiona zapisane w Księdze Życia.

Inaczej widzą to Kościoły wolne czy ewangelikalne, wywodzące się z tak zwanej drugiej reformacji, gdzie święci w takim znaczeniu w ogóle nie funkcjonują. W tej tradycji Kościół to przede wszystkim lokalna wspólnota, zbór, który gromadzi się wokół słowa Bożego, wokół swego kaznodziei, lidera, pastora. Należą doń konkretne osoby ochrzczone w tym zborze – i to są właśnie owi święci oraz ich obcowanie.

To jak u Pawła Apostoła, który pisał do „świętych” z Filippi i Efezu. Wracając jednak do „pierwszej” reformacji: kim są dla Księdza święci, pojmowani na sposób tradycyjny? Piotr i Paweł, może także Franciszek z Asyżu i Marcin Luter czy – bliżsi naszym czasom – Dietrich Bonhoeffer i Albert Schweitzer?

RP: Zdaniem reformatorów, nie są oni naszymi orędownikami ani pośrednikami w procesie zbawienia. Jak wiadomo, reformacja odrzuciła kult świętych oraz ideę pośrednictwa pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Na świętość patrzymy raczej w kategoriach codziennego życia, traktujemy ją jako dostępną dla każdego mężczyzny i każdej kobiety. Po prostu: jako świadectwo. Tym samym święci są pośrednikami w świadectwie, które może się stać udziałem każdego chrześcijanina.

Warto pamiętać, że teologia ewangelicka w ogóle nie zajmuje się problemem ludzkiej świętości. Znajdziemy tam za to obszerne nauczanie w kwestiach: winy, grzechu, powszechnego skażenia i usprawiedliwienia z łaski przez wiarę, przez zadośćuczynienie Jezusa Chrystusa na krzyżu, które – poprzez wiarę każdego z nas – jest przyczyną naszego uświęcenia i źródłem dobrych uczynków. Ale one nie są naszą zasługą, są jedynie owocem wiary – objawieniem łaski w życiu człowieka. Dzięki temu świętość staje się widzialna i mogą jej doświadczyć inni ludzie.

W całym protestantyzmie nie ma jednak takiego gremium, takiego trybunału, który mógłby o czyjejś świętości zaświadczyć, zweryfikować ją, potwierdzić, ustalić i przypieczętować. Jeśli mówimy o świętych Kościoła niepodzielonego (pierwsze tysiąclecie), to są oni powszechnie zaakceptowani przez tradycję reformacyjną. Zresztą Luter także i późniejszych świętych (na przykład średniowiecznych) wspominał w swoich dziełach z wielką atencją. A tak zwani współcześni święci, na przykład Matka Teresa z Kalkuty, Dietrich Bonhoeffer czy Albert Schweitzer? Stanowią znak i świadectwo, które pozwala nam mówić o świętości Boga objawionej w życiu konkretnego człowieka, ale ostatecznie zaświadczyć o niej może jedynie On sam, co się okaże jasnym dla nas w dzień Sądu Ostatecznego.

Spotykamy w świecie parafie czy kościoły luterańskie, noszące imiona wielkich świadków Boga – świętych, ewangelistów, apostołów, świadków wiary. Na przykład w latach 80. ubiegłego wieku w Karl-Marx-Stadt, dzisiejszym Chemnitz, na nowo wybudowanym, gigantycznym blokowisku powstała parafia im. Dietricha Bonhoeffera, ewangelickiego pastora, aktywnego antyfaszysty, który zginął w obozie koncentracyjnym jako męczennik. Jego imię miało być zatem symbolem świadectwa i oporu wobec władzy totalitarnej (w tym wypadku komunistycznej), znakiem, że w tej betonowej pustyni Karl-Marx-Stadt jest duch, który pozwala człowiekowi pozostać człowiekiem. Słowem przewodnim dla parafii były słowa: „Nikt nie może śpiewać w kościele alleluja, jeśli na ulicy nie krzyczy przeciw eksterminacji Żydów”. Świętość to świadectwo na zewnątrz kościoła…

Kolej na księdza Grzegorza Rysia, rzymskiego katolika…

KS. GRZEGORZ RYŚ: Nie wiem czy w stu procentach, ale na pewno w 99,9 podpisałbym się pod wszystkim, co powiedział ksiądz Pracki.

Czekamy więc na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świętych wyobcowanie i inne z nimi kłopoty