Do cudu można podchodzić w sposób wścibski i nachalny, jak opowiada o tym na przykład tekst Protoewangelii Jakuba. Rzecz dotyczy dziewictwa Maryi, czyli tego, że miała ona począć swego Syna bez współżycia z mężczyzną i pozostać dziewicą także po porodzie. Takie nadzwyczajne poczęcie i porodzenie miało być cudem wskazującym na boskość Jej Dziecka. Ewangelie kanoniczne są na ten temat dosyć powściągliwe i można różnie je interpretować. W połowie drugiego wieku powstał więc wyżej wspomniany tekst, w którym pojawia się akuszerka rozgłaszająca, że Maryja, pomimo że porodziła, pozostała dziewicą. Zadziwiający cud! Jednak wtedy na scenie pojawia się sceptyczna Salome, matka przyszłych apostołów Jakuba i Jana, która nie może uwierzyć w taki cud i pragnąc dowodów „namacalnych”, mówi: „Na Boga żywego, jeśli nie włożę palca mego i nie zobaczę jej przyrodzenia, nie uwierzę, że dziewica porodziła” (19, 3). Maryja więc odpowiednio się kładzie, a Salome wkłada palec w jej przyrodzenie i zadziwia się cudem dziewictwa Maryi. Proszę wyobrazić sobie, jak weryfikacja tego rodzaju cudu dokonywałaby się dzisiaj przy współudziale watykańskich kongregacji, lekarskich komisji, zebranych na konsystorzu kardynałów, komentarzy mediów i tłumów wiernych czekających jedynie na znak, by móc oddać się zbiorowej euforii. Do cudu można też podchodzić dyskretnie, jak głosi podanie krążące pośród kartuskich mnichów. Gdy jeden z nich kopał grób dla zmarłego współbrata, natrafił w ziemi na doskonale zachowane ciało innego, zmarłego przez wielu laty mnicha. Mnich grabarz w podekscytowaniu pobiegł do przełożonego klasztoru, ciesząc się, że oto będą teraz mieli w klasztorze świętego, do którego grobu będą ciągnęły tłumy, cuda będą się mnożyły, skończy się codzienna…