Na początek sięgnijmy spojrzeniem wstecz, do wieku XII. Sporem, który najmocniej naznaczył teologię tamtej epoki, był konflikt o metodę refleksji teologicznej pomiędzy Bernardem z Clairvaux i Abelardem. Tak w jednej ze swoich katechez ujął jego istotę Benedykt XVI: „O ile jednak w XII wieku mocniejsze pozycje zajmowała teologia »fides«, to obecnie w naukowym świecie dominuje teologia »intellectus«, o ile nawet nie »ratio«”[1]. Dlaczego zaczynam od tego przypomnienia? Otóż kiedy czytałam drugi tom Jezusa z Nazaretu, nie potrafiłam uciec od skojarzenia, że dokonany przez papieża wybór metody badań i sposobu przekazu rozważań ukazuje nową odsłonę tamtej debaty. O ile jednak w XII wieku mocniejszą pozycję miała teologia „fides”, o tyle obecnie w naukowym świecie dominuje teologia „ratio”. Nie jest to scholastyka, lecz podejście czysto racjonalne, wciąż podważające nawet treści podawane przez Magisterium jako te, które możemy całkowicie pewnie przyjąć z wiarą. Podejście to nie potrzebuje kultu, duchowość i przeżycia religijne traktuje co najwyżej jako…