Subskrybuj
Filolog, ateista, prowadzi stronę www.jezushistoryczny.pl, zajmuje się Jezusem historycznym.

Zagadka chrztu Chrystusa

Zaskakująco mało powiedziano w Polsce na temat książki Papieża o Jezusie (1), w której Joseph Ratzinger, najogólniej rzecz ujmując, próbuje odpowiedzieć na najbardziej intrygujące pytanie z zakresu historii wczesnego chrześcijaństwa: jak ma się Chrystus wiary, znany nam z ewangelii i tradycji Kościoła do Jezusa historycznego, czyli postaci odtwarzanej przez badaczy, stosujących historyczno-krytyczną analizę źródeł.

Autorzy recenzji od początku nie byli zbyt chętni, aby na serio zmierzyć się z tym zagadnieniem. „Historyczność Jezusa nie stanowi dziś problemu – zapewniał pospiesznie ks. Grzegorz Ryś. – Nikt poważny jej nie kwestionuje: nie słychać pomysłów, by sprowadzać dzieje Jezusa do poziomu np. mitu astralnego”. (2) Kwestia Jezusa historycznego miałaby zatem ograniczać się do pytania, czy Jeshua z Nazaretu w ogóle chodził kiedyś po Ziemi. Skoro badacze obecnie w zasadzie nie kwestionują jego historycznego istnienia – nie ma powodu do jakichkolwiek obaw.

Wydaje się, że doszło do zupełnego przeoczenia wskazówek odautorskich. Na tylnej stronie okładki polskiego wydania trafiamy na takie oto wyjaśnienie Josepha Ratzingera: „Chciałem podjąć się próby ukazania Jezusa Ewangelii, jako autentycznego Jezusa, jako Jezusa historycznego we właściwym znaczeniu tego określenia”. W „Przedmowie” autor przyznaje się do swego zaniepokojenia stanem współczesnych badań historyczno-krytycznych nad postacią Jezusa: <począwszy od lat pięćdziesiątych, rysa dzieląca „historycznego Jezusa” od „Chrystusa wiary” stawała się coraz głębsza i te dwie rzeczywistości coraz bardziej oddalały się od siebie.> (JzN, s.5) W efekcie powstało <wrażenie, że o Jezusie mamy niewiele pewnych wiadomości i że Jego obraz dopiero później ukształtowała wiara w jego boskość. Tymczasem wrażenie to przeniknęło w znacznym stopniu do świadomości chrześcijan. Sytuacja ta jest dramatyczna dla wiary (…)> (JzN, s.6)

„Co może (…) znaczyć wiara w Jezusa Chrystusa, w Jezusa Syna Boga żywego, jeżeli Człowiek Jezus zupełnie się różnił od tego, którego ukazują ewangeliści i na podstawie Ewangelii głosi Kościół?” (JzN, s.5) – tak w gruncie rzeczy brzmi wyjściowe, prowokacyjne pytanie Josepha Ratzingera w „Jezusie z Nazaretu”. Nie chodzi już chyba tylko o sam katolicyzm i raczej nie przypadkiem Papież, wieloletni prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, gotów jest w pewnym momencie powoływać się na prawosławne ikony! W drugiej połowie minionego wieku, gdzieś pomiędzy „Jezusem Żydem” Gezy Vermesa (1973) a „Jezusem pamiętanym” Jamesa Dunna (2003) narodziło się coś, czego nie mogli przewidzieć Ojcowie Kościoła. Tym razem nie wchodzi w grę jeszcze jedna nowa herezja, jakiej można przeciwstawić własną doktrynę. Nie wchodzą w grę także jednostronne dociekania naukowe części wyznań chrześcijańskich – jak było z wcześniejszymi etapami badań historyczno-krytycznych, zdominowanymi przez niemieckich protestantów. Dzisiejsze pytania o postać Jezusa padają jednocześnie z wszystkich stron. Z tym samym uporem pytają: filolog Helmut Koestler, religioznawca Michael White, teolog James Robinson. Z równą dociekliwością prowadzą badania: Żyd Geza Vermes, ewangelik James Dunn, katolik John Meier, agnostyk Bart Ehrman, ateista Joseph Hoffmann. (3)

*

Jak formułowane są owe współczesne pytania? Czy rzeczywiście szukając na nie odpowiedzi można dojść aż do konkluzji, że Nauczyciel z Nazaretu był „zupełnie inny”, niż Chrystus Kościoła?

Przyjrzyjmy się bliżej wspomnianemu, dość zaskakującemu nawiązaniu do teologii ikony. Znajduje się ono w pierwszym rozdziale, poświęconym zagadnieniu chrztu Jezusa. Udzielany przez Jana „(…) chrzest był wyznaniem własnych win i próbą porzucenia starego, nieudanego życia i otrzymania nowego. Czy Jezus mógł to uczynić? Jak mógł On wyznać grzechy? Jak zerwać z dotychczasowym życiem, z myślą o nowym?” (JzN, s 29). Czyżby – zapytajmy wprost – Jezus-Chrystus-Bóg mógł grzeszyć?

Szukając odpowiedzi, Joseph Ratzinger sięga do Ewangelii Mateusza, gdzie Jezus, reagując na zdziwienie Jana Chrzciciela, tłumaczy swą chęć przyjęcia chrztu jako „wypełnienie wszystkiego, co sprawiedliwe” (Mt 3:15). Nie wydaje się to całkowicie jasne. „W świecie, w którym żyje Jezus, sprawiedliwość sprowadza się do odpowiedzi człowieka na Torę”, a przecież „Tora nie przewiduje chrztu Jana” (JzN, 29). Innymi słowy, każdy ze starożytnych Żydów, słyszących jezusowe słowa o „wypełnianiu sprawiedliwości”, rozumiałby je jako wezwanie do przestrzegania przepisów, zawartych w Torze (Tora, czyli Prawo Mojżeszowe, była ówczesną miarą sprawiedliwości). W tym momencie wypowiedź Jezusa okazuje się nielogiczna, gdyż działalność Jana Chrzciciela miała charakter w zasadzie konkurencyjny wobec tradycji Tory.

Papież szuka więc bardziej przekonującego argumentu, a w końcu dochodzi do wniosku, że „pełne znaczenie tego obrzędu wyjaśniły dopiero Krzyż i Zmartwychwstanie” (JzN, 29). Co jednak krzyż i zmartwychwstanie mają wspólnego z mateuszową „sprawiedliwością”? Jak te dwie rzeczy powiązać ze sobą? <Całe znaczenie chrztu Jezusa, niesienie przez niego „całej sprawiedliwości” ukaże się dopiero na Krzyżu: chrzest ten jest zgodą na śmierć za grzechy ludzkości, a głos rozlegający się podczas chrztu: „To jest mój Syn umiłowany” (Mk 3:17), jest znakiem zapowiadającym zmartwychwstanie> (JzN, 30).

Niestety, zaproponowane powiązania pomiędzy chrztem a zbawczą śmiercią, a także pomiędzy wskazaniem Jezusa jako Syna Jahwe a momentem zmartwychwstania – wydają się równie arbitralne, jak tłumaczenie chrztu jako „wypełnienia sprawiedliwości”. Joseph Ratzinger na różne sposoby rozwija te myśli, ale bez jakichkolwiek odsyłaczy do tekstów ewangelii. Czytamy zapewnienia, że „udzielany…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Spór o Jezusa. Tajemnica ukryta w historii