Michał Jędrzejek: Co dla katolickiego teologa oznacza słynne stwierdzenie „Gott ist tot”?
Ks. Robert Woźniak: Wiele zależy od tłumaczenia. Jeśli przekładamy je dosłownie – „Bóg jest martwy”, to będzie to zdanie obce chrześcijańskiej tradycji. Bóg nie jest martwy. Jeśli zaś przełożymy je tak, jak tradycyjnie tłumaczy się je w języku polskim – „Bóg umarł” – to dla chrześcijan jest to stwierdzenie historycznego faktu i przedmiot wiary. Jezus Chrystus umarł na krzyżu, zstąpił do piekieł i po trzech dniach zmartwychwstał.
Kiedy w dziejach chrześcijaństwa ukształtowało się przekonanie, że śmierć Chrystusa można nazwać śmiercią Boga?
Przekonanie wiary, że na krzyżu umarł Bóg, jest bardzo stare. Od strony pojęciowej zasadniczą datą jest rok 451, gdy obradował sobór chalcedoński, na którym ogłoszono dogmat, iż Jezus Chrystus jest jedną osobą o dwóch naturach – boskiej i ludzkiej. Sformułowano go w oparciu o cztery wieki rozważań dotyczących tego, kim jest Jezus, a także na podstawie wcześniejszych sporów o to, czy Maryja może być nazywana Matką Boga, Bogurodzicą (Theotokos). Część teologów twierdziła, że nie – człowiek nie może przecież urodzić Boga. Już wcześniejszy sobór efeski (431 r.) uznał jednak ten tytuł, argumentując, że cechy boskie i ludzkie istnieją w jednej osobie Chrystusa.
W Chalcedonie dookreślono odpowiedź na pytanie o tożsamość Jezusa Chrystusa. Stwierdzono, że w jednej osobie (gr. prosopon) Chrystusa istnieją, bez zmieszania i bez rozłączania, natury boska i ludzka. Czym się różni natura od osoby? W klasycznym myśleniu greckim, z którego zapożyczono te pojęcia, natura mówiła, czym coś jest („co”), osoba zaś oznaczała „podmiot” („kto”, „indywiduum”). Przykładowo, przymioty śmiertelności czy zdolności do cierpienia orzeka się o naturze ludzkiej, a wieczności i…