Subskrybuj
fot. Mak Remissa/EPA/PAP
Dr, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, specjalista od współczesnej Birmy i relacji rosyjsko-chińskich, autor sześciu książek, m.in.: Russia and China. A Political Marriage of Convenience – Stable and Successful (Opladen–Berlin–Toronto 2017) oraz Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja–Chiny...

Kambodża: w długim cieniu Hun Sena

Kambodża kojarzona jest głównie przez pryzmat Czerwonych Khmerów. To ich zbrodnie rodzą zainteresowanie tym państwem – od naukowego po turystyczne. Tymczasem, patrząc z perspektywy czasu, to raczej konsekwencje obalenia ich reżimu są politycznie ważniejsze dla dzisiejszej Kambodży. Kraj pozostaje w cieniu Hun Sena, ich następcy. Jednego z najdłużej rządzących i najmniej znanych dyktatorów świata.

Kambodża dla świata to głównie Czerwoni Khmerzy i ich „autoludobójstwo”[1]. Oglądanie czerwonokhmerskich miejsc zbrodni jest drugim po Angkorze najważniejszym punktem programu większości wycieczek po tym kraju. O Czerwonych Khmerach powiedziano i napisano już tak wiele, również w języku polskim, że zamiast powtarzania znanych tez warto omówić konsekwencje, jakie wyniknęły z obalenia ich rządów. Bo trwają one nadal.

O Kambodży mówi się, że to „polska Azja”[2]. Najpierw chwała i wielkość Angkoru, ongiś największego imperium w Azji Południowo-Wschodniej. Następnie upadek i podział przez dwoje silniejszych sąsiadów: Wietnam i Tajlandię. Wreszcie odrodzenie się po latach niewoli i zaborów, w tym wypadku kolonializmu. Jednakże odzyskanie niepodległości w mocno okrojonych granicach upodabnia Kambodżę bardziej do posttrianońskich Węgier, z podobnymi resentymentami i przekonaniem o dziejowej niesprawiedliwości. Podzielali je również Czerwoni Khmerzy, marzący o odbiciu Dolnej Kambodży, skolonizowanej przed wiekami przez Wietnam. Przyspieszyli tym swój koniec: czerwonokhmerskie rajdy na terytorium wietnamskie, w tym nawet na przedmieścia Sajgonu, dały Wietnamowi pretekst do interwencji w styczniu 1979 r. Zakończyła ona rządy Czerwonych Khmerów w większej części kraju i uratowała naród khmerski od całkowitej zagłady. Była to prawdopodobnie najbardziej błogosławiona inwazja w najnowszych dziejach świata.

Niestety, Wietnamczycy, niczym Sowieci w innych okolicznościach miejsca i czasu, szybko zamienili się z wyzwolicieli w okupantów. Uczynili z Kambodży protektorat i zainstalowali satelickie władze złożone z czerwonokhmerskich dywersantów. Ludowa Republika Kampuczy była biedna, zacofana, nieuznana międzynarodowo (legalnym rządem Kambodży, z woli Amerykanów spowodowanej zimnowojenną kalkulacją geopolityczną, pozostawali Czerwoni Khmerzy), okupowana przez wojska wietnamskie i dławiona ciągłą wojną domową z kontrolującymi zachód kraju i mającymi (wciąż!) poparcie wśród części ludności Czerwonymi Khmerami. To wszystko sprawiało, że wietnamska okupacja okazała się, rzecz jasna, lepsza niż autounicestwienie z rąk Czerwonych Khmerów.

Prowietnamskie władze khmerskie głosiły jednak – w zasadzie prawdziwie – że „bywało gorzej”, co w jakimś…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dusza w lepszej formie