Adamowi Dannunowi brak dowodów na własną historię. „Wiem, że nie posiadam dokumentów, które by potwierdzały moje słowa. Moimi dokumentami są świadectwa ludzi, z których większość już nie żyje. Boję się, że jutro odwiedzi mnie historyk w rodzaju doktora Hanny Dżirajsa z jego naukowym dyskursem i powie, że skoro nie możemy poprzeć swoich wypowiedzi dowodami, to nie należy ich spisywać” (tłum. H. Jankowska) – czytamy w pierwszej części Dzieci getta zatytułowanej Mam na imię Adam. Dlatego kiedy główny bohater trylogii Iljasa Churiego po raz pierwszy świadomie decyduje się na opisanie tragicznej historii własnego życia, teczki opatruje jasną dyspozycją: spalić po śmierci. Odtworzenie zawirowanych losów na papierze nie było bowiem próbą literacką – a przynajmniej nie w pierwszej kolejności. Dannun podjął wysiłek uczciwej rekonstrukcji życiorysu przede wszystkim dla siebie, bo mnogość przyjmowanych tożsamości na długie lata skutecznie wymazała jego własną świadomość tego, kim jest naprawdę. Jednak nawet usiłując zachować chronologię i być szczerym wobec papieru, dalej tego nie wie. Dowody zostały skutecznie wymazane. W wywiadzie dla „The Paris Review” Churi powiedział o sobie, że jest uczniem Szeherezady. „Ja nie opowiadam historii. Opowiadam to, w jaki sposób została [mi] opowiedziana”. Czy Adam Dannun, Palestyńczyk z Liddy, którego odnaleziono jako niemowlę przy piersi zmarłej matki, jest wobec…
Iranistka, orientalistka. O kulturze i polityce Bliskiego Wschodu pisała m.in. dla „Dwutygodnika”, „Małego Formatu” i „Polityki”. Redaktorka prowadząca serii „Rahla” w Wydawnictwie ArtRage.