Mapa jest bezkrwista.
Jörg Krämer
Kaligrafia miejsca
Mapa to pojęcie pustawe i wewnętrznie wymarłe. Da się żyć na ziemi, wyrastając z niej – albo w nią wrastając, ale nie da się żyć na mapie. Mapa nie ma soków, z których coś mogłoby wyrastać i wegetować. Na początek zatem taka możliwość mapy słownej Andreasa Kalwosa:
Ty Morze Ikaryjskie
znasz, Muzo! To jest Patmos,
Tam Korazje, Kalimnos,
żywiąca miodne pszczoły swym wonnym kwieciem.
Tu wyspa aloesów i Kos,
wyspa szczęśliwa,
co świat nasz obdarzyła
Apellesem,
i dała Hipokratesa[1].
Trzeba mieć w ręce mapę, żeby z przyjemnością przeczytać te strofy? A może poetyckie słowa to już mapa? Wewnętrzna kaligrafia miejsc? Mimetyczna gra?
Etymologicznie
Łacińska etymologia naszego polskiego słowa „mapa” zaskakuje, jest bowiem banalna. Żadnych poetyckich wzniosłości deskrypcji przestrzennych i topograficznych.
Rzymianie bowiem rzeczownikiem „mappa” określali kawałek płótna do wynoszenia resztek po uczcie, gdy chcieli wziąć coś ze sobą z wiktuałów i darów stołu na drogę. Po prostu opakowanie do jedzenia na wynos. Tym była rzymska mappa.
W chrześcijańskim wokabularzu łacińskim średniowiecza mappato baldachim albo także obrus na kościelnym ołtarzu. Mapa zatem mogłaby być metaforą nieba i ziemi, firmamentem i niziną nadmorską, baldachimem i nakryciem ołtarza życia. Z tych dwu źródeł powstała geograficzna mapa. Dobrze, że są te dwa słowa. Stają się źródłową metaforą naszej mapy, obrazu geograficznego całej ziemi i konkretnych…