Subskrybuj
Specjalista w zakresie komunikacji naukowo-technicznej, publicysta popularnonaukowy, kurator projektów naukowo-artystycznych, analityk trendów. Doktorant w Instytucie Nauk Humanistycznych na SWPS w Warszawie. Bada zależności między zmianami społeczno-kulturowymi a nauką, techniką, designem i sztuką. Założyciel i prezes https://highculture.pl/

Filozofia zer i jedynek

Dla technobaronów z Doliny Krzemowej oraz ich nadwornych filozofów jesteś zerem albo jedynką. Ta brutalna redukcja świata do binarnego kodu legitymizuje autorytaryzm cyfrowych elit, odziera je z resztek empatii oraz zwalnia z moralnej odpowiedzialności

Piosenkarka Grimes – prywatnie matka trojga dzieci Elona Muska – w swoich utworach zachwyca się potęgą AI. W mrocznym We Appreciate Power wzywa do kapitulacji przed nadchodzącym cyberbóstwem: „Ludzie mawiają, że jesteśmy szaleni / Ale AI wynagrodzi nas, gdy obejmie władzę”. W jej wizji ratunkiem przed dyktaturą maszyn jest uległość („Przysięgnij wierność najpotężniejszemu komputerowi świata / Symulacja: to przyszłość / Co musi się stać, żebyś skapitulował?”) oraz odrzucenie ułomnego ciała. Grimes kpi ze śmiertelności: „A jeśli pragniesz nigdy nie umrzeć, podłącz się, uploaduj swój umysł. / Przecież nawet nie żyjesz, jeśli nie masz kopii zapasowej siebie na dysku”. Utwór wieńczy transhumanistyczna fantazja: „Ewolucja, zabij gen. Biologia nie ma głębi. Inteligencja jest sztuczna. Poddaj się”.

Ale i Grimes miewa wątpliwości. Na przyjęciu zorganizowanym przez Davida Holza, założyciela Midjourney (narzędzia AI generującego obrazy), postanowiła porozmawiać o tym z Nickiem Landem, jednym z osławionych filozofów inspirujących tuzów Big Techu. Jak możemy przeczytać w głośnym profilu Landa opublikowanym na łamach „New Yorkera” w 2026 r., Grimes wyznała mu, że obawia się momentu, w którym AI wykluczy ludzi i „pożre wszechświat”. Dodała, że czuje „przemożną potrzebę, by to zatrzymać i dostrzegać więcej piękna”. Land odpowiedział z lodowatym spokojem. Zapewnił ją, że z czasem AI „po prostu przekona nas, iż technika pożerająca wszechświat jest czymś piękniejszym”.

Jakkolwiek ekscentryczny może wydawać się pogląd Landa, technika „pożerająca wszechświat” to obraz, który towarzyszy nam coraz częściej, gdy myślimy o Dolinie Krzemowej (dalej: DK). DK utrzymuje renomę zagłębia innowacji technicznych, ale dziś to też potężny ośrodek globalnej władzy, który eksportuje i narzuca światu własną radykalną ideologię.

Potentaci technologiczni, tacy jak Peter Thiel, Elon Musk czy Sam Altman, apodyktycznie projektują nowy porządek, w którym obywatele to agregaty danych, a demokratyczne państwo to przestarzały, pełen błędów system operacyjny wymagający twardego resetu i zastąpienia turbokapitalistycznymi rządami technokratów.

Z powagą i pewnością siebie popularyzują rozważania do niedawna brzmiące zupełnie fantastycznie: wizje nadchodzącej Osobliwości, czyli sztucznej superinteligencji skokowo przyspieszającej rozwój techniki, oraz przekonanie, że już teraz wszyscy żyjemy w komputerowej symulacji. Aby jednak zrozumieć, skąd wzięła się ta niebezpieczna mieszanka pychy, fantazji i pragnienia nieograniczonej sprawczości, musimy cofnąć się do źródeł DK.

Hipisi kapitalizmu

Współczesny krzemowy autorytaryzm to, paradoksalnie, bękart kalifornijskiej kontrkultury. Ponad pół wieku temu, na fali psychodelicznych doświadczeń i utopijnych marzeń, komputery miały być – jak przekonywał, jako dziecko tamtej ery, Steve Jobs – wyzwalającymi „rowerami dla umysłu”, a słynne pierwsze zdjęcie całej Ziemi widzianej z kosmosu z 1967 r. uczyło pionierów cyberkultury myśleć o planecie jako o jednym wrażliwym ekosystemie. Jak to się stało, że dziedzice tej hipisowskiej wrażliwości przepoczwarzyli się w neoreakcyjnych plutokratów?

Gdy dziś wracają – w wyższej rozdzielczości i ze zwielokrotnioną siłą – powidoki lat 60. i 70. XX w., warto przypomnieć, z czego wyrastał nastrój zimnowojennej paranoi. Powszechny był wtedy strach przed automatyzacją wojny nuklearnej: komputery jawiły się jako bezduszne „mózgi” bez twarzy, chłodny, proceduralny ton – rodem z filmów Projekt Forbina czy Gry wojenne – wynikał z realnego przerażenia, że technika wymyka się spod kontroli, podczas gdy państwo milczy. Głównym źródłem popkulturowego lęku był superkomputer zamknięty w wojskowym bunkrze. Ta sama technologia zaledwie dekadę później stała się symbolem wyzwolenia.

Według Freda Turnera i Johna Markoffa, autorów, odpowiednio, książek From Counterculture to CybercultureWhat the Dormouse Said, przyczyn tych zmian należy szukać w postaci Stewarta Branda, który połączył dwa zwaśnione obozy: wojskowo-przemysłowo-akademicki kompleks badawczo-rozwojowy czasów zimnej wojny oraz amerykańską kontrkulturę lat 60. XX w., pełną hipisów, ekologów i artystów. Narzędziem tej fuzji stał się wydawany przez niego od 1968 r. „Whole Earth Catalog” – magazyn, który Steve Jobs określił mianem „Google’a w formie papierowej”. Na jego łamach zbierano narzędzia, które miały pomóc wymyślić cywilizację na nowo. Namioty i sprzęt rzemieślniczy sąsiadowały tam z kalkulatorami i z książkami o cybernetyce. Dzięki Brandowi maszyny przestały być postrzegane przez zbuntowanych studentów jako instrumenty biurokratycznej kontroli. Technikę zaczęto natomiast uważać za domenę osobistych narzędzi służących poszerzaniu świadomości i budowaniu egalitarnych społeczności.

W 1962 r. Brand brał udział w legalnych badaniach klinicznych z użyciem LSD. Zrozumiał wtedy, że psychodeliki i komputery to dwie równoległe technologie transformacji ludzkiej świadomości. Kiedy w centrum komputerowym Stanfordu zobaczył hakerów grających w Spacewar, jedną z pierwszych gier wideo, dostrzegł w nich ludzi znajdujących się w transie.

W tym samym czasie w Kalifornii, w słynnym ośrodku Esalen, artyści spotykali się z naukowcami, by przy pomocy cybernetyki i narkotyków poszu kiwać „nowej duchowości”. Cybernetyka, narodziwszy się z potrzeb wojska podczas II wojny światowej, zakładała, że układ nerwowy człowieka to system przetwarzający informacje, a mózg to w istocie „maszyna z mięsa”. Uczestnicy elitarnych konferencji pod egidą Macy Foundation, organizowanych we współpracy z CIA (m.in. przy badaniach nad LSD i presją psychologiczną), wierzyli, że dzięki teorii systemów można w powojennej rzeczywistości zaprogramować „nowych ludzi” o antyautorytarnej osobowości, co na dobre uchroniłoby świat przed totalitaryzmami i przed powrotem koszmarów XX w.

Paradoksalnie to właśnie owo pragnienie całkowitej, oddolnej wolności położyło fundamenty pod dzisiejszy kapitalizm inwigilacji i technokratyczną pychę. Brand sformułował fundamentalną sprzeczność rodzącej się epoki: „Informacja chce być darmowa… i chce być bardzo droga”. Zdanie to odzwierciedla dwie dusze DK: hakerski etos dzielenia się kodem oraz bezwzględne dążenie do gigantycznych zysków czerpanych z monopolu.

Wyrazistym zwieńczeniem tej utopii była Deklaracja niepodległości cyberprzestrzeni, napisana w 1996 r. przez Johna Perry’ego Barlowa. Odrzucił on w niej władzę państw, a rządy nazwał „zmęczonymi gigantami z ciała i stali”. Dawne, niemal mistyczne, pragnienia jedności Barlow przełożył na technikę. Cyberprzestrzeń ogłosił „domem Umysłu”, w którym „nie ma materii”, a ludzkie tożsamości nie posiadają ciał. Państwowe regulacje uznał za archaiczną przemoc nałożoną na delikatny kod, przy czym sprawiedliwość miała wyłonić się sama z cybernetycznej homeostazy i swobodnej wymiany bitów.

Ideologia kalifornijska

W tym ideowym tyglu zrodziła się tzw. ideologia kalifornijska…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: O czym śni Ameryka?