Subskrybuj
fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta
Dr hab. nauk o kulturze, prof. UJ, pracownik Katedry Antropologii Literatury i Badań Kulturowych UJ, zajmuje się teorią nowoczesności, kinem, reprezentacjami Zagłady. Prezes Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Autor książki Dialektyczne feerie. Szkoła frankfurcka i kultura popularna (2011), redaktor m.in....

Nowa idea uniwersytetu

Władza, która nie chce obyczajowo i intelektualnie wolnych i samodzielnych jednostek, nigdy nie będzie tolerowała prawdziwego uniwersytetu. Dotyczy to współcześnie zarówno władzy politycznej, jak również władzy mediów oraz pieniądza i rynku.

Uniwersytet jako system wartości jest w swoim codziennym funkcjonowaniu niemal niewidzialny dla akademików. Trudno się dziwić, że jego etos jest tym bardziej nieuchwytny dla aktorów społecznych, którzy dostrzegają jego funkcjonowanie jedynie incydentalnie i z zewnątrz. Muszę dodać, że to, o czym piszę, istniało zwykle tylko wyspowo, a ja z doświadczenia mogę mówić wyłącznie o fakultetach nauk humanistycznych i społecznych ostatnich trzech dekad, więc mój opis nie pretenduje do poprawności socjologicznej. Nie umiem jednak porzucić przekonania, że humanitas bez względu na wszelkie zmiany w zakresie jej pojmowania (albo właśnie poprzez wrażliwość na te zmiany) mówi bardzo wiele o tym, co należy do istoty uniwersytetu.

Uniwersytet jako forma życia

Kiedy rozpoczynałem studia na początku lat 90. minionego wieku, wciąż mogłem spotkać grono osób, które przechowało tradycje humanistyki polskiej z lat 60. i 70., i to im zawdzięczam swoje wykształcenie. Przy czym chodzi nie tylko o samą wiedzę i kompetencje zawodowe, ale przede wszystkim o „smak” pewnej formy życia. Polega ona na otwartości na niekończące się dyskusje, na towarzyskości, na innej mierze czasu stawiającej opór pragmatycznej zadyszce znanej nazbyt dobrze ze świata codziennego.

Tamten uniwersytet był relatywnie ubogi w sensie materialnym i nadal bogaty w czas, dlatego stanowił ciekawą enklawę w zbrutalizowanej rzeczywistości polskiej transformacji. Nie było jeszcze wówczas w nas samych miejsca na wyobrażenie o wiedzy jako „produkcie” poszukiwanym, zamawianym i nabywanym ani o studencie jako „kliencie”, którego należy bezwzględnie odbić „konkurencji” na rynku usług edukacyjnych – słowem, kategorie rodem z marketingu…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uniwersytet to my!