Subskrybuj
fot. Blickwinkel / Alamy / BE&W
Warszawski muzykolog, krytyk, ekolog akustyczny. Członek kolektywu redakcyjnego magazynu o muzyce współczesnej „Glissando”. Przełożył „Strojenie świata” R. Murraya Schafera, teraz marzy o kolektywie rolniczym i hektarze ekologicznego zboża.
Tłumaczka, kulturoznawczyni, członkini kolektywu redakcyjnego magazynu o muzyce współczesnej „Glissando”. Lubi kręcić się w kółko

Przeuszone w tłumaczeniu

By zachować w języku onomatopeje, należałoby je wpisać na listę dźwiękowych terminów zagrożonych. Ich ochronie może służyć praktyka echotłumaczenia i pisarstwo traktujące o dźwięku, a szerzej – mówienie o tym, co słyszymy, i świadome malowanie pejzaży dźwiękowych w literaturze.

Autor chce, żebyśmy usłyszeli każdą spośród milionów kropelek składających się na bijące o  brzeg morskie fale. Tłumaczy, że wyszczególniona z szumu czynionego przez jej sąsiadki każda kropla wody brzmi na innej wysokości. Aby nazwać ten dźwięk, Kanadyjczyk R. Murray Schafer użył angielskiego czasownika tinkle, sugerując wysokie selektywne brzmienie. Dzwoni? Dźwięczy? Ciurka? Normatywna polska kropelka powinna zrobić: plum. Ale spróbujmy to sobie wyobrazić. Plumknięcie to niski dźwięk, zbyt ciężki i poważny jak na naszą kropelkę. Ciurkanie zaś to dźwięk ciągły. Można pozwolić jej metaforycznie „zadzwonić”, ale mnogość metalicznych czy krystalicznych odgłosów nie złoży się w rozbujany morski szum. Może powinna plimknąć? Szukamy więcej niż odpowiedzi na to jedno pytanie. Chcemy szerzej przyjrzeć się procesowi rekonstruowania pejzaży dźwiękowych opisywanych w obcych językach.

Łączenie kropek
Refleksja nad szeroko rozumianym środowiskiem akustycznym wymaga słów. Uczymy się słuchać uważnie, rozumieć przyczyny i skutki dobiegających do naszych uszu brzmień, a za pomocą języka tworzymy system ich opisu, by podzielić się tymi doświadczeniami dźwiękowymi z innymi. Łączymy różne wrażenia słuchowe w zbiory i nazywamy je. Nasz świat zaczyna terkotać, huczeć, śpiewać, szczekać, szczękać, bulgotać, kłapać i świszczeć. Na dźwiękowe uniwersum nakładamy uproszczoną siatkę pojęć. Oplatamy je łańcuchem akustycznych skojarzeń. Piszczą myszy, budzik w telefonie, alarm przeciwpożarowy i opony hamującego auta. Na wyższym poziomie tworzymy abstrakcyjne kategorie, takie jak hałas, dźwięk, szum, głos czy cisza. Kreślimy w ten sposób rodzaj językowej mapy, która pozwala nam odnaleźć się w pejzażu dźwiękowym i zakomunikować nasze położenie innym. Zagwozdka nad polskim odpowiednikiem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Za wyborem i życiem