Eros nie mieszka w Polsce. Nie mamy tradycji literatury zmysłowej, radosnej, frywolnej – nie znajdziemy w przeszłości polskiego Dekameronu. Nie mamy też – tym bardziej – prozy libertyńskiej, filozofii seksualności na miarę markiza de Sade’a czy Sacher-Masocha. Seks nie może być u nas – jak np. w Chwili ulotnej Vivant-Denona – czymś lekkim, zwiewnym, przyjemnym. Trudno znaleźć w naszej literaturze przykłady seksualności pozytywnej, niepodszytej egoizmem, pożeraniem się, zatracaniem, strachem. Eros – rozumiany po platońsku, szeroko, nie tylko jako seksualność, lecz jako radość, zabawa, gra, bezinteresowna uciecha – jest u nas od lat na banicji. Trawestując tytuł słynnej książki Deleuze’a i Guattariego – Polska to anty-Eros.
Katolicyzm, rozbiory, folwark
Taki niechętny, podejrzliwy, a niekiedy wręcz wrogi stosunek do seksualności nie wziął się u nas znikąd. Na jego kształt miały wpływ kwestie kulturowe i obyczajowe, będące efektem skomplikowanych dziejów naszego kraju na przestrzeni paru ostatnich stuleci. Wśród nich na czoło wysuwają się, ujmując rzecz szkicowo, specyficznie polska wersja paternalistycznego katolicyzmu, zabory i ponadstuletni brak własnej państwowości, folwarczność i zaściankowość rodzimej kultury, a wreszcie nierozwiązane do dzisiaj sprzeczności oraz konflikty związane z licznymi podziałami etnicznymi i klasowymi, zwłaszcza z mrocznym dziedzictwem pańszczyzny. Niestety, wiele wskazuje na to, że mimo odmiennych realiów historycznych i upływu czasu te dawno temu wypracowane „wzorce” kulturowe nadal mają się dobrze. Zostały bowiem skutecznie i na trwałe uwewnętrznione w zbiorowym imaginarium, dzięki czemu stale i z ukrycia oddziałują na nasze życie indywidualne i publiczne, produkując w efekcie ambiwalentny lub niechętny Erosowi klimat afektywno-intelektualny, który z okrutną logiką ujawnia się w codzienności Polaków.
Jedną z ważniejszych ran zadała Erosowi w Polsce kontrreformacja, która nie tylko skutecznie zahamowała wszelkie nowinki teologiczne czy społeczne, ale też uformowała stabilny i jednolity obraz polskiej religijności.
W tej nadal żywej, wręcz dominującej na naszych ziemiach, ludowej i kolektywistycznej wersji katolicyzmu nie dąży się do upodmiotowienia jednostki, w przeciwieństwie choćby do protestantyzmu, który pozostawiał do decyzji poszczególnych wiernych…