Subskrybuj
Ilustracja: Ewelina Karpowiak
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Sąspówką

Mapy mają prowadzić do celu, a wodzą na manowce. Oduczają zbaczania z drogi i zabijają ciekawość. Pielęgnują dziki perfekcjonizm.

Teraz zdaję sobie sprawę, że wszystko zaczyna się na szczycie skały pod lasem Judle. To jedno z najwyższych wzniesień w mojej okolicy, mniej więcej na wysokości widocznej Powroźnikowej Skały. Na Powroźnikową walą ostatnio tłumy, jak na te rejony Jury. Wiem, bo widzę jej czubek przez okno, gdy leżę na łóżku. Na skałę pod Judlem jednak nikt nie chodzi. Jak to się mówi w górskim żargonie, jest niewybitna. No i nie ma nazwy. I tak nie daje mi spokoju jej piramidalność. Musiała być doskonałym punktem obserwacyjnym i gdybym nazywał się np. Gerlach i żył w 1319 r., to postawiłbym tam strażnicę. Wierzchołek spaja pejzaż, a dalej jest tylko niebo. Można tylko…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie