To psychoanaliza wymyśliła ciało teoretycznie (1). O tym, że nieświadomość przemawia przez ucieleśniony ruch, miała przekonać Freuda ikonografia histerii. Początkowo twórca psychoanalizy sądził, iż nieświadomość ma charakter patologiczny. Jedynie chorzy psychicznie (przede wszystkim histeryczki) mieli posiadać ten defekt – nieświadomość, która „przeciekała” przez ciało. Mimo iż deficytowy charakter nieświadomości szybko został zastąpiony ideą, że każdy człowiek posiada psychiczne procesy nieświadome, nie wyrugowała ona koncepcji zdefektowanego ciała. Część psychologów nadal traktuje mowę ciała jako sabotaż świadomości. Twierdzą, iż musi istnieć jakaś słabość psychiczna, która prowadzi do tego, że w ciele przejawia się nieświadomość.
Ciało, które jest komunikatem, zostało więc spsychiatryzowane, zepchnięte do „obłąkanej cielesności”.
Nie dziwi zatem jego wszechobecność w nomenklaturze psychiatrycznej. Do głównych kategorii zaburzeń doświadczania własnego ciała należą: zmiany odczuwania granic własnego ciała, urojenia związane z ciałem (np. cenestezje – halucynacje dotyczące fałszywych wrażeń płynących z ciała), skargi somatyczne (2). Z ciałem i kinestezją powiązane jest także całe spektrum zaburzeń dysocjacyjnych, takich jak: trans i opętanie czy zaburzenie ruchu. Depresja również może przyjąć swoją ucieleśnioną formę w postaci tzw. depresji maskowej, gdzie w obrazie klinicznym dominują objawy somatyczne. Można też powiedzieć, że w psychiatrii ciało jest balastem tam, gdzie mamy samouszkodzenia czy zniekształcenia obrazu własnego ciała w zaburzeniach odżywiania. W psychiatrii mówi się także o metaforze somatycznej, będącej prymitywną formą komunikowania swego cierpienia poprzez zaburzenia psychiczne nazywane somatoformicznymi (pod postacią somatyczną), gdzie wyróżniamy m.in. uporczywe bóle psychogenne czy zaburzenia hipochondryczne – w tym dysmorfofobie, polegające na zaabsorbowaniu wyimaginowanym defektem wyglądu lub nadmiernym zaniepokojeniem niewielką anomalią…