Czy nie ulegamy jakiemuś złudzeniu, chcąc mówić o złu specyficznym dla XXI w.? Czy przy pomocy uczonych analiz nie tworzymy kolejnego fantomu podsycającego nasz strach? A jednak trudno nie pytać „skąd zło?”. Nie jest to jedno z tych szacownych filozoficznych pytań, które przystoi nam znać i w pewnych okolicznościach zadawać, nawet jeśli niewiele nas ono obchodzi.
Rzecz jednak nie w tym, by konstruować kolejną teorię zła. Wobec idei poszukiwań jego istoty winna nas cechować daleko idąca rezerwa. Niewiara w możliwość wytropienia tego jednego momentu, w którym zbiega się „zło” wszystkich elementów naszego „teraz”, nie musi jednak kończyć się ani zwątpieniem w ich realność, ani tym bardziej zrezygnowanym milczeniem. Nie pretendując jakkolwiek do gruntownego ujęcia zagadnienia, spróbujemy jedynie wskazać na kilka momentów, w których realizuje się to, co ostrożnie nazwać można by naszym złem współczesnym.
Odwracanie wzroku
Nie można pytać o zło współczesności z pominięciem wieku XX. Zagłada i Gułag przyniosły ze sobą „wiedzę”, której nie sposób zlekceważyć. Pytanie unde malum?, przykryte nieco kurzem historii, odkryło się dla nas za ich przyczyną w swej nowej, okrutnej aktualności. Zadajemy je więc po raz kolejny: skąd zło? Czy w pytaniu tym nie ma jednak czegoś nieodwracalnie „złego”, czegoś, co nakazuje traktować je z podejrzliwością? Zakłada ono, że wiemy już, czym zło jest, próbując jedynie dociec jego przyczyn. Czy nie jest może jednak aby tak, że odpowiedź ta zależy w pewnej mierze od odpowiedzi na pytanie inne – o źródła samej kategorii „zła”? W przypadku wieku XX, oba te pytania splotły się w morderczy węzeł. Zamiast „skąd zło?” spróbujmy zatem zapytać o to, skąd wiemy, co jest złe? Chciałoby się odpowiedzieć, że…