Proces jego odbudowy musiał się też odbywać na tych trzech różnych poziomach. Powrót do status quo antenie był ani politycznie realistyczny, ani moralne akceptowalny. Nawet jeśli niektórzy – a dotyczyło to w szczególności wypędzonych – o takim powrocie marzyli. W pewnym sensie Niemcy musiały zdefiniować się na nowo, musiały ponownie określić swój stosunek względem samych siebie i swoich sąsiadów. Wkrótce cały kraj miał zostać podzielony na dwa państwa, stanął przeto przed wyzwaniem poważnej kulturalnej i politycznej zmiany. Proces ten, trudny jak nigdy dotąd, potęgowały jeszcze pozapolityczne uwarunkowania zimnej wojny i podziału Niemiec, wspierające światopogląd przepojony obrazem wroga. Co więcej nazbyt gładko udawało się przejść obok potrzeby wypracowania właściwego stosunku do nacjonalizmu i jego skutków. Prowadzona przez aliantów polityka denazyfikacji szybko okazała się jedynie środkiem do ustanowienia reżimu pożądanego przez odpowiednie władze okupacyjne – nie chodziło tu tak naprawdę o odnowę, ale raczej o polityczny instrument sprawowania władzy. W strefie sowieckiej denazyfikacja stała się w sposób bezpośredni częścią stalinowskiego terroru, w strefach zachodnich zapał do odnowy malał proporcjonalnie do szybkości integracji…