Wagę zagadnienia samobójstwo dla filozofii dostrzegł chyba najpełniej Albert Camus. W Micie Syzyfa pisał: „Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć, to odpowiedzieć na fundamentalne pytanie filozofii. Reszta (…) przychodzi później”[1]. Temat ten był jednak przez filozofów pomijany. Przywoływany w kontekście moralnych potępień tak w średniowieczu, jak i czasach nowożytnych, nie stał się nigdy powodem do głębszego namysłu z zakresu antropologii filozoficznej. Wyjątkiem nie były nawet błyskotliwe, lecz płytkie refleksje nad samobójstwem przeprowadzane przez Schopenhauera. Dziś problem ten jest zawłaszczony przez psychologię, psychiatrię i socjologię, badające empiryczne uwarunkowania samounicestwienia. Metoda empiryczna siłą rzeczy jednak upraszcza i banalizuje problem samobójstwa. Spoza rzędu liczb i wskaźników nie widać już twarzy człowieka, który postanowił przeciąć nić swego życia, dając odpór najsilniejszej strukturze przyrody ożywionej…