Taki właśnie jest stary cmentarz w Czerniowcach. Równe, wysokie szeregi kamiennego wojska. Długie, niekończące się alejki, którymi maszeruje ono jak na najbardziej wystawnej defiladzie. Smukli, strzeliści kamienni żołnierze bukowińscy stoją w rzędach, po piętnastu, dwudziestu. Na co czekają? Zapewne na zmartwychwstanie.
To, co przetrwało…Mówiło się o Bukowinie jako o najbardziej skutecznym projekcie austriackim, którego celem było przeniesienie i zakorzenienie tam CK kultury. Czy pomniki, których już nie ma – pomnik „Austrii”, Franciszka Józefa, Józefa II, cesarzowej Elżbiety, znanej powszechnie jako Sissi – na tyle wryły się w świadomość mieszkańców miasta, że tradycja austro-węgierska nadal żyje? W murach, tradycjach, cmentarzach… Tutaj, w mieście umarłych, nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Wróćmy jednak do głównej alei czerniowieckiej nekropolii. Zaraz z brzegu, w pierwszym rzędzie, ciekawy kamienny grobowiec w kształcie dzwonu, którego hełm ozdobiony jest koroną. Napis pod żelaznym krzyżem głosi: „Grobowiec Kochanowskich”. Pochowano tu sześciu mężczyzn i cztery kobiety. Napis największy mówi o Antonim Kochanowskim, honorowym prezydencie miasta, byłym marszałku Bukowiny, który żył w latach 1817–1906. Korona na grobowcu jest przede wszystkim dla niego. Tak, tu spoczywa Antoni Kochanowski, prezydent miasta (z lat 1866–1874 i 1887–1905) ukochany…