Twórczość Joan Didion ma tę szczególną cechę, że najbardziej ironiczne sformułowania autorki są dzisiaj odczytywane na serio, a prowokacje dokonywane jak najbardziej na serio są traktowane z przymrużeniem oka. Całkiem możliwe, że kiedy przedmiotem naszego zainteresowania jest ludzka skłonność do złudzeń, z czasem zaczynamy tę predyspozycję wyzwalać w innych, chociaż staraliśmy się ją przecież zdefiniować i objaśnić. Bo jak inaczej wytłumaczyć to przedziwne przekręcanie sensu? „Opowiadamy sobie historie, żeby żyć”. Zdanie, które miało być oskarżeniem, zmieniło się w osobiste credo. Podobnie jest z „myśleniem magicznym”. Myślenie magiczne to myślenie zaburzone, które widzi przyczynowość tam, gdzie jej nie ma, myli jednostkowe emocje z rzeczywistością, nakłada – Didion ujmuje to znakomicie w White Album – „linię narracji na całkiem odmienne obrazy”. Pomijając jednak krańcowość żałoby, zaburzenie to nie było na ogół udziałem Didion.
Jej hasło brzmiało: „Przyglądać się hasłom!”. Była nadzwyczaj czujna wobec słów, których używamy do wyrażania naszych podstawowych zamierzeń i przekonań – „czujna” w znaczeniu „podejrzliwa”.
Radykalnie unowocześniła…