Subskrybuj
Bp Georg Baetzing i Dr Katrin Brockmoeller wygłaszają kazanie dialogowane podczas Dni Katolików - fot. East News
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

Kościół przyszłości

Pewien kardynał powiedział mi: „Próbowaliśmy już wszystkiego, nic nie pomaga. Ludzie nie chcą słuchać naszego przesłania”. Pomyślałem sobie od razu: „Powinieneś podać się do dymisji”. Ja wierzę, że chrześcijaństwo jest atrakcyjne i że takie pozostanie.

Michał Jędrzejek: Czy niemiecki Kościół to dziś swego rodzaju laboratorium? Możemy w nim zobaczyć, jaka przyszłość czeka zachodni katolicyzm?

Hans Joas: Tak, można tak powiedzieć. Szukamy w  Niemczech odpowiedzi na kryzys Kościoła, który dotknął wiele zachodnich krajów.

Co jest istotą tego kryzysu?

Załamanie się wiarygodności Kościoła. Przede wszystkim to konsekwencja seksualnych nadużyć. Zawsze powtarzam, że chodzi o dwa problemy, które należy od siebie odróżnić. Pierwszy to przestępstwa seksualne, a drugi – sposób, w jaki hierarchia kościelna na nie reagowała. Nie miałem złudzeń, że Kościół jest wolny od takich przestępstw. Teraz jednak dowiadujemy się, kraj po kraju, diecezja po diecezji, z jak ogromną liczbą nadużyć mamy do czynienia. To coś szokującego. Skala przestępstw wynika z tego, że biskupi starali się „chronić reputację Kościoła”, zamiatając je pod dywan  – a  to tylko dawało sprawcom przepustkę do dalszych wykroczeń. Są też inne ważne kwestie. Przykładowo, wiele osób jest niezadowolonych z  małej przestrzeni w Kościele dla kobiet i osób homoseksualnych.

Odpowiedzią na kryzys stała się w Niemczech Droga Synodalna. To cykl obrad, w których biorą udział biskupi i świeccy katolicy. Jest Pan jej aktywnym uczestnikiem.

Pełne zgromadzenie Drogi Synodalnej składa się z wszystkich niemieckich biskupów i takiej samej liczby świeckich przedstawicieli katolickich organizacji, a  także z niewielkiej grupy tzw. niezależnych ekspertów. Jestem jednym z nich, wybranym przez świeckie organizacje.

Jakie były Pana pierwsze wrażenia ze spotkań Drogi Synodalnej?
Bardzo pozytywne – z powodów, które mogą wydawać się powierzchowne, jednak dla mnie były ważne. Prosty przykład: sposób zajmowania miejsc. Nie zostaliśmy podzieleni na dwie grupy: świeckich i biskupów, lecz siedzieliśmy w porządku alfabetycznym. Moje miejsce przypadło więc między dwoma hierarchami: bp. Ipoltem z Görlitz oraz bp. Jungiem z Würzburga. Siedząc razem, swobodnie wymienia się opinie, obserwuje reakcje sąsiadów na przemówienia. Było to świetne doświadczenie pozwalające nam znacznie lepiej się wzajemnie zrozumieć. Z czasem stałem się nieco bardziej pesymistyczny, ponieważ ton dyskusji był coraz ostrzejszy. Pojawiły się we mnie obawy, że rezultatem Drogi Synodalnej będzie polaryzacja w obrębie niemieckiego katolicyzmu i brak większych reform. Droga Synodalna jest w toku, zatem za wcześnie na ocenę. Teraz mam znów więcej nadziei, ale ostateczne decyzje są wciąż przed nami – na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mądrość ciała