Subskrybuj
fot. Polfilm/East News
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Spojrzenie w stronę śmierci

Wojna to sztuka, której materiałem jest kolektywne ciało, a koniecznym paliwem śmierć jednostek.

Urszula Pieczek: Jaki obraz ma Pan przed oczami, kiedy słyszy Pan hasło „wojna”?

Tomasz Majewski: Po pierwsze, myślę o cyklach grafik Okropności wojny Francisca Goi oraz o wcześniejszym, XVII-wiecznym Les Grandes Misères de la guerre Jacques’a Callota. Po drugie, o obrazach wojny trzydziestoletniej w Przygodach Simplicissimusa z powieści łotrzykowskiej Hansa Jakoba Christoffela von Grimmelshausena albo w Matce Courage i jej dzieciach Bertolta Brechta.

 

Jakie są punkty wspólne tych obrazów?

To przedstawienia, które nie są heroiczne, lecz „oddolne”. Pokazują „wojnę zwykłych ludzi”. Żeby jednak zobaczyć, czym ona jest, jak się jawi w optyce nowoczesnej, trzeba przestać na moment myśleć, kto ma rację w sensie moralnym. Goya pokazuje, że równie okropne jest to, co robią Francuzi Hiszpanom, jak to, co czynią w odwecie Hiszpanie Francuzom. Chodzi o wskazanie na popęd dominacji, który prowadzi do ekstremum, pozwala na gest ostateczny, czyli odebranie komuś życia. Porażający w tych przypadkach jest jednak obraz czegoś idącego jeszcze o krok dalej, czyli pastwienia się nad ciałem ofiary: tortur, masowych egzekucji, szubienic, niepogrzebanych szczątków ludzkich.

 

Gdyby miał Pan jednak odpowiedzieć na pytanie, do jakich obrazów i przedstawień odwołujemy się w polskiej pamięci zbiorowej, kiedy myślimy o wojnie, to co by to było?Nie zaskoczę, jeśli powiem, że w przypadku Polski są to obrazy II wojny światowej i jej bardzo konkretne przedstawienia, przede wszystkim kampanii wrześniowej i okupacji w Warszawie i Generalnej Guberni. Wyparły one wcześniejsze wyobrażenia – kto wie, czy nie równie istotne, związane z insurekcjami. Zastanawiające jest zniknięcie z polskiej pamięci kulturowej obrazu I wojny światowej, która jako pierwsza miała charakter masowy, również na froncie wschodnim, czyli terenach obecnej Polski. Nie posiadamy znaczących polskich filmowych i fotograficznych zapisów września 1939 r. (najbliższe naszej perspektywie są zdjęcia amerykańskiego fotografa Juliena Bryana) i odwołujemy się z konieczności do niemieckich zdjęć i kronik filmowych, które oczywiście nie były neutralne – miały swój perswazyjny cel. Należy przypomnieć, że emblematyczne przedstawienia II wojny, takie jak fotografia Niemców łamiących szlaban między Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem, zostały zainscenizowane przez propagandę niemiecką ok. 14 września 1939 r. z sugestią, że od początku nie napotykali oni oporu. Innymi słowy – to Niemcy stworzyli polską reprezentację wojennej klęski. „Narzucili swoją narrację” – powiedzielibyśmy, posługując się językiem dzisiejszej władzy. Tamto zdjęcie jest charakterystyczne – znajduje się na nim godło z orłem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dlaczego fascynuje nas wojna?