Subskrybuj
Dr, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, specjalista od współczesnej Birmy i relacji rosyjsko-chińskich, autor sześciu książek, m.in.: Russia and China. A Political Marriage of Convenience – Stable and Successful (Opladen–Berlin–Toronto 2017) oraz Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja–Chiny...

Birma: zdyscyplinowana demokracja

Planowane na 8 listopada pierwsze od 25 lat wybory powszechne w Birmie mają być namacalnym dowodem reform politycznych: wychodzenia kraju z wojskowej dyktatury i zmierzania ku demokracji. Jest wręcz przeciwnie. Bez względu na wynik wybory usankcjonują władzę armii przebranej teraz w cywilne stroje.

Junta birmańska nie wierzy łzom. Od czasu przejęcia władzy w państwie w 1962 r. armia krwawo tłumiła wszelkie próby zmian. W 1988 r. rozstrzelała ok. 2 tys. studentów biorących udział w masowych demonstracjach[1], a w 2007 r. – kilkuset mnichów[2]. Dodatkowo pokonała liczne partyzantki mniejszości etnicznych, walczące od pół wieku o autonomię. Armia doprowadziła kraj do ruiny ekonomicznej i stosując od dekad masowe represje, upodliła społeczeństwo birmańskie. Nakazała mu „życie w ciszy”[3] i akceptację reguł gry, w której żołnierze są „równiejsi”. Stanowią miejscowy odpowiednik „nowej klasy”[4], uprzywilejowanej nomenklatury, w warunkach birmańskich różniącej się od swoich jugosłowiańskich, radzieckich czy polskich wzorców tylko jednym. Tym, że tworzą ją wojskowi.

Najwięcej problemów politycznych armia miała z jedną kobietą: Aung San Suu Kyi, córką przedwcześnie zmarłego założyciela państwa – i armii jednocześnie! – Aung Sana. Suu Kyi, żona oksfordzkiego profesora i gospodyni domowa, w 1988 r. przypadkowo wróciła do kraju i wkrótce stanęła na czele opozycji. Sprzeciwiła się zawłaszczeniu dziedzictwa ojca przez jego kolegów z wojska i zamarzyła o władzy. Uzyskała ogromną, przechodzącą wręcz w uwielbienie popularność społeczną. Nie zaszkodziło – wręcz pomogło – zamknięcie jej w areszcie domowym przez generałów. Suu Kyi porwała serca Birmańczyków. Była dla nich prawowitą następczynią tronu. Pokazali to w wyborach powszechnych w 1990 r., wygranych przez partię Suu Kyi, Narodową Ligę na rzecz Demokracji (NLD), lecz nieuznanych przez reżim.

Pokochał ją również Zachód. Suu Kyi niesprawiedliwie cierpiąca za swoje ideały (areszt domowy), z dramatyczną historią rodzinną (junta nie pozwoliła jej pożegnać się z umierającym mężem) była jedną z ostatnich wielkich romantycznych postaci polityki, pasowała do historii o walce dobra ze złem. Także w Polsce zyskała wielu bezkrytycznych zwolenników, gdyż jej postawa doskonale wpisywała się w ideały „wolności naszej i waszej”. Suu Kyi łącząca w swojej retoryce buddyzm, prawa człowieka i pokojowe metody walki (nonviolence) przemówiła…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po feminizmie