Niespełna rok temu Brandon Friedman, amerykański weteran wojen w Afganistanie i Iraku, opublikował na stronie „Time’a” artykuł o wymownym tytule: Zapomnijcie o dronach. Prawdziwym problemem jest „wojna bez granic”. Termin „granice” został użyty w sensie dosłownym – tekst analizował, jak we współczesnych konfliktach traktowane są terytoria państw. Uzasadnione byłoby jednak również szersze odczytanie tego ostrzeżenia – grozi nam bowiem taki stan, w którym znaczenie tracą nie tylko granice krajów, rozmywane są też granice wielu kategorii związanych z wojną, jaką znamy. W pewnym stopniu dzieje się to na naszych oczach. Konflikty niewiele mają dziś wspólnego z wypowiadaniem wojny i podpisywaniem rozejmu, można więc stracić pewność, czy żyjemy w czasie pokoju czy wręcz przeciwnie. Powoli tracą znaczenie nie tylko granice między państwami, ale także linia oddzielająca świat wirtualny od realnego. Przenoszenie zaś zadań żołnierza na automaty i roboty może zacierać granice odpowiedzialności za konkretne działanie, np. zabicie człowieka. Nie sposób wymienić wszystkich wątpliwości, które nasuwają się w kontekście przemian rzeczywistości wojennej. Warto jednak zastanowić się choćby nad kilkoma przykładami pokazującymi, na czym może polegać trudność…
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.