W letnie niedzielne popołudnie rozbrzmiewa na stambulskich placach i ulicach gwar turystów zmierzających do muzeów, zabytkowych meczetów, dawnych kościołów. Wrzawa i entuzjazm, sacrum i profanum. Stambuł żyje religią. Historyczną i niejawną, ale też dumnie manifestowaną, ostentacyjną, a czasem nawet nachalną.
Działające tu kościoły przyciągają chrześcijan różnych wyznań, wyznaczając religijne punkty orientacyjne na mapie miasta. Zmierzają do nich również pracownicy konsulatów oraz międzynarodowych organizacji, a w końcu migranci, którzy zamieszkali w Stambule na stałe bądź czasowo.
Na Gedikpas¸a, w południowej części ulicy, znajduje się kościół Ormian protestantów, ewangelikalnej społeczności powstałej w wyniku działań misyjnych Amerykanów w XIX w. Przyciąga on uwagę nie tyle XIX-wieczną bryłą, ile raczej możliwością przeszczepienia ducha amerykańskiego protestantyzmu na Wschód, przeniesienia tu ideałów misyjnych i ewangelizacyjnych. Niegdyś owi protestanccy Ormianie udawali się na wschodnie rubieże państwa Osmanów, aż do granic Persji, dzisiejszego Iranu. Z kościoła dobiega radosny i pełen ekspresji śpiew oraz towarzyszący mu akompaniament gitar i perkusji. Religijny zgiełk, który równie dobrze mógłby rozbrzmiewać na którejś z ulic Krakowa, wypełnia niedzielne popołudnie. Przechodzę obok kościoła. Idę dalej, w okolice dworca kolejowego Yenikapı. Mijam uliczki, gdzie leniwie spędzają czas przybysze z Afryki, zwabieni do Turcji tutejszym cudem gospodarczym. Na co dzień sprzedają zegarki oraz perfumy, kolorową odzież i inne, czasem mało praktyczne rzeczy, a w niedzielne poranki zmierzają do kościoła pw. św. Antoniego na Istiklal na mszę w języku angielskim, wyznaczając własne religijne tropy na planie dawnego Konstantynopola.
Na Sog˘ancı Ras¸it Sokak nad niepozornym wejściem do pozbawionego uroku dwupiętrowego budynku widnieje napis w języku perskim: Kelisa¯-je fa¯rsi-zaba¯n – Możde(„Kościół perskojęzyczny – Dobra Nowina”). To punkt finalny na mojej stambulskiej…