Subskrybuj
Pisarka, dziennikarka, publicystka, współzałożycielka Fundacji „Kultura nie boli”. W Big Book Cafe koordynuje i spina w całość program literacki. Autorka książek Lalki w ogniu. Opowieści z Indii, Znaki szczególne, Pojutrze. O miastach przyszłości, Między walizkami....

Kiedy byliśmy prawdziwi

Po lekcjach wszyscy rozchodziliśmy się do siebie, rodzice byli jeszcze w pracy, mieszkania czekały puste. Za nami zostawał gwar zatłoczonych korytarzy i boisk. Przed sobą mieliśmy godziny prywatności. Można ją było, bez świadków i upomnień, odkrywać. Albo naruszać.

W domu było cicho, tykał tylko zegar zawieszony w przedpokoju. Wybijał kwadranse, pośród których mogłam być sobą. A więc nie zdejmowałam butów, lubiłam chodzić w nich po dywanach, po parkiecie. Jeszcze przed obiadem pozostawionym przez mamę w termosie wyjadałam słone paluszki z kredensu nad telewizorem. I było to pierwsze z naruszeń. Bo kredens był strefą taty, zdobywanych przez niego drobnych luksusów. Poza tym tata nie miał w domu swojego kąta. Tylko wąska półeczka, na której musiały pomieścić się: portfel, chustka do nosa, zegarek. Inne rzeczy ważne: dyplomy ze studiów, akty notarialne, leżały wysoko na regale. Ale gdzie trzymał siebie, swoje sekrety? Szukałam bez skutku.

W piwnicy były ponoć listy miłosne do mamy, pisane na korze brzozowej. „Znajdziesz je sobie kiedyś i weźmiesz”. Kiedyś znajdę. Póki co to wciąż nie moja sprawa. Choć oni zagłębiają się w starość, a ja jestem od dawna dorosła, to wciąż ich intymność, wysycona autentycznymi uczuciami, otoczona warstwą ochronną. Jeśli je kiedyś (wtedy) znajdę – czy będę chciała przeczytać?

Na pewno wówczas chciałam wejść, i nieraz wchodziłam, do sypialni. W te puste popołudnia, gdy nikt nie patrzył. Wysuwałam szuflady szafek nocnych, w których mama trzymała swój, bardzo uładzony, świat. Nie było tego dużo, ale wyłaniał się wszechświat emocji, relacji, dowodów. Korale i bransoletki przymierzane przed owalnym lustrem. Pierścionki z żółtego złota skryte w puzdereczku przywiezionym z Buchary. Notesy, starannie wypełnione imionami, nazwiskami, numerami telefonów, datami urodzin. Laurki ode mnie i brata, listy od przyjaciół, złożone w szarej kopercie. Szminki perłowe, róż do policzków, albumy pełne zdjęć nieznanych mi ludzi, każde z opisem na odwrocie.

Tata miał życie publiczne, oficjalne profesje, z których wracał do nas późno, pospiesznie odwieszając kurtkę w przedpokoju. Mama mówiła o publicznej rzeczywistości „pic na wodę, fotomontaż”, nic nie robiła sobie z ludzkiego poklasku, z władzy.

Wytwarzała życie prywatne, jego akcenty i ślady były w domu z troską gromadzone i umiejscowione, oddała im bezpieczne przestrzenie: półki, szuflady. Swoje płaszcze wsuwała starannie na wieszakach do szafy. Książeczkę do nabożeństwa i sztuczną szczękę babci, z którą rozminęłam się w czasie, oglądałam zawsze z niesłabnącym dreszczem, po czym chowałam znów w jej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Granice naszej prywatności