Subskrybuj
Tomasz Stawiszyński, fot. materiały promocyjne Wydawnictwa Znak
Tomasz Stawiszyński, fot. Karolina Golis
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

Chrześcijaństwo przeciw kulturze narcyzmu

Wielu ateistów twierdziło, że po odejściu chrześcijaństwa z kultury Zachodu wreszcie zatriumfuje nauka. Ale widzimy, że zwyciężają raczej teorie spiskowe, polityczna walka plemion i coraz bardziej rozpaczliwe poszukiwanie pocieszenia w dziwnych niekiedy formach duchowości.

Wydaje mi się, że wszyscy zawsze lubili Tomasza Stawiszyński­ego – bo dogada się i z ateistą, i z księdzem, z prawicowcem i lewicowcem. A po Twojej nowej książce Powrót fatum, zwłaszcza po życzliwych uwagach o chrześcijaństwie, pojawiła się w lewicowej bańce pogłoska: „On nie jest jednym z nas”.

Z pewnością nie wszyscy mnie lubili, byłoby to skądinąd niepokojące. Po prostu ci, którzy mieli wobec mnie pewną rezerwę, dostrzegli teraz pretekst, aby to głośniej wyrazić. Przy czym  w gruncie rzeczy mniej chodziło o samą książkę, lecz bardziej o wywiad w „Tygodniku Powszechnym”, który przeprowadził ze mną Michał Okoński.

Z Twoim zdjęciem na okładce i hasłem: „Stawiam na chrześcijaństwo”.

Które zresztą nie pada w samym wywiadzie. W rozmowie mówię, że chrześcijaństwo jest czymś, na co mogę postawić jako na pewną opcję egzystencjalną, co jest mi bliskie. Okładkowe hasło to parafraza. Ale oczywiście w mediach społecznościowych reaguje się bardzo emocjonalnie na podstawie samych tylko tytułów i pojedynczych zdań; łatwo wzbudzają się na tej wątłej podstawie światopoglądowe mobilizacje, wprawiają w ruch kule śniegowe oburzenia.

Szczerze mówiąc, spodziewałem się negatywnej reakcji ze strony środowisk lewicowych, antyklerykalnych, choć po cichu liczyłem, że będzie bardziej merytoryczna. Jednak szczególnie mnie ona nie martwi. Powiem więcej – nawet czuję ulgę, przynajmniej karty są na stole. Ja się wprawdzie nigdy za bardzo nie identyfikowałem z żadnym konkretnym kręgiem czy środowiskiem, ale poglądy mam raczej liberalne i lewicowe, choć zdecydowanie nie w duchu lewicy tożsamościowej. Mówię „raczej”, bo nie wyłącznie, myślę, że jest też we mnie trochę klasycznego konserwatysty, chociaż dziś te słowa znaczą zupełnie co innego niż jeszcze niedawno. Niemniej mam znajomych oraz przyjaciół w różnych miejscach i o różnych poglądach, choć jeśli zapytałbyś, do kogo mi obecnie najbliżej, to odpowiem: do „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, czyli miejsc, z którymi jestem trwale związany. Z uwagi na ich otwartość intelektualną, skłonność do refleksji, niechęć do stadnych odruchów i nakręcania polaryzacji. Ale książka wzbudziła życzliwą reakcję także np. wśród młodych konserwatystów z Klubu Jagiellońskiego – jednego z najciekawszych dziś i najbardziej wartościowych środowisk intelektualnych. Bardzo ciepło przyjęto ją również w kręgu „Więzi” i magazynu „Kontakt”, pozytywna recenzja ukazała się na łamach „Teologii Politycznej”. Poza tym dostałem, co ciekawe, wiele prywatnych wiadomości od osób o bardzo różnych przekonaniach i afiliacjach politycznych, w stylu: „Słuchaj, ja skłaniam się w podobną stronę, lecz nie mówię o tym, bo wolę uniknąć afery”.

W internetowych dyskusjach często pojawiał się głos, że stając jakkolwiek „po stronie chrześcijaństwa”, staje się po stronie Kościoła katolickiego w Polsce, z jego wszelkimi przywarami; że wspiera się zatem bezwiednie obecny kształt prawa aborcyjnego, lekcje religii w szkole i krzyż w Sejmie. W publicystycznym skrócie: zaczął Michnik, kontynuuje Stawiszyński.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak smakuje życie w Korei