Miałam kiedyś czas, miałam kiedyś cały czas świata, jeszcze całkiem nieźle to pamiętam. Niczego nie musiałam zapisywać na kartkach ani w telefonie, bo takich telefonów nie było. Odwiedzałam koleżanki spontanicznie, po prostu do nich idąc i dzwoniąc do drzwi. Czasem nie zastawałam ich w domu i przyjmowałam to jako niewymagający komentarza fakt, wracałam. Zdarzały mi się długie kwadranse patrzenia…
Cały czas świata
Może na tym polega dorosłość, że zaczyna się robić niekończące się listy rzeczy do zrobienia i zapamiętania, a one i tak wciąż okazują się niekompletne i wymagają uzupełnień.