Serduszko ma solidną warstwę tapicerki i wygięte lekko nogi, zwłaszcza w tylnej parze. Koniuszek oparcia w kształcie serca umieszczono symetrycznie między rozciągniętymi półkulami sercowego schematu – idealnie, żeby wpasować między nie kręgosłup i wygodnie się oprzeć. Konstrukcja, której dalecy od romantycznych skojarzeń planiści nadali nazwę „Krzesło nr 124”, pojawiła się na świecie w 1959 r. za sprawą talentu Heleny i Jerzego Kurmanowiczów w Zakładach Przemysłu Drzewnego im. Gwardii Ludowej w Radomsku. Zgrabny mebel był produktem przeznaczonym na rynki zagraniczne.
Nogi Patyczaka wygięte nie są. Zrobiono je z toczonego drewna i wkręcono w siedzisko pod lekkim skosem. Skoczek (zszedł z deski kreślarskiej Juliusza Kędziorka) ma wygięte boki z bukowego drewna, które przypominają skocznie narciarskie. Aga, projektu Józefa Chierowskiego była tak popularna, że muszą ją pamiętać wszyscy, którzy opuszczali epokę Polski Ludowej przekonani, że czas meblościanek na wysoki połysk i półkotapczanów wystanych w kolejkach kończy się bezpowrotnie. Aga, podobnie jak Patyczak, ma nogi z toczonego drewna, tyle że wyglądają jak deseczki, i grubą warstwę tapicerki. Znawcy doceniają lekką linię krzesła, prostotę wykończenia, łatwość dostosowywania się do każdego sposobu urządzenia wnętrza.
Skoczka, Agę i Serduszko zaczęto wynosić na śmietniki mniej więcej kilkanaście lat po rozpoczęciu w Polsce budowy gospodarki wolnorynkowej. Umierali ich właściciele, a spadkobiercy woleli urządzać mieszkania meblami zaprojektowanymi przez zachodnich speców od wzornictwa. Moda na PRL-owski vintage stawiała kroki powoli, więc w dniu odbioru tzw. dużych gabarytów w czeluściach śmieciarki ginęły gniecione kolejne Agi oraz jej siostry i bracia: stoły, stoliki, podnóżki, szafy. Lakierowane, bejcowane, wykonane z litego drewna. Stworzone przez rodzimych projektantów produkty zakładów meblarskich rozsianych po całym kraju, z których wiele nie przetrwało starcia z wolnorynkowym ładem.
Do kwietnia 2013 r. 35-letnia wówczas Dominika Szaciłło – projektantka wzornictwa przemysłowego, na urlopie macierzyńskim z drugą córką – była przekonana, że rzeczy zabierane spod altany śmietnikowej przez pracowników oczyszczania miasta mają dalsze życie. Ktoś je przerabia na inny sprzęt albo…