Subskrybuj
Premier Izraela Benjamin Netanjahu i Arje Deri, przywódca religijnej partii Szaas, na briefingu dla mediów przed głosowaniem budżetu, Jerozolima, 23 maja 2023 r. Decyzja Sądu Najwyższego o anulowaniu powołania na stanowisko wicepremiera Deriego – dwukrotnie skazanego za łapownictwo i oszustwa finansowe – stanowiła pretekst do rozpoczęcia kontrowersyjnej reformy sądownictwa fot. Gil Cohen-Magen/AFP/East News
Premier Izraela Benjamin Netanjahu i Arje Deri, przywódca religijnej partii Szaas, na briefingu dla mediów przed głosowaniem budżetu, Jerozolima, 23 maja 2023 r. Decyzja Sądu Najwyższego o anulowaniu powołania na stanowisko wicepremiera Deriego – dwukrotnie skazanego za łapownictwo i oszustwa finansowe – stanowiła pretekst do rozpoczęcia kontrowersyjnej reformy sądownictwa fot. Gil Cohen-Magen/AFP/East News
Dziennikarz, wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej” na Bliskim Wschodzie i w USA, współpracuje m.in. z tygodnikiem „Polityka”, autor nominowanej do nagrody Nike książki Nowy wspaniały Irak (2012)

Izrael na krawędzi

Od 75 lat Izrael istniał jako twór tymczasowy i nieokreślony: bez granic, bez konstytucji, bez sprecyzowanych planów na przyszłość. I świetnie sobie radził. Aż nagle formuła przestała się sprawdzać. Dlaczego?

Lato w Izraelu było zaskakująco spokojne. Z ulic Tel Awiwu i Jerozolimy zniknęły setki tysięcy ludzi, którzy od wiosny demonstrowali w obronie demokracji i uprawnień Sądu Najwyższego. Niestety, bez happy endu. Mimo protestów – największych w historii kraju – skrajna prawica przegłosowała w Knesecie pierwszy etap „reformy sądownictwa”. W efekcie sędziowie nie mogą już anulować decyzji rządu, podając jako argument, że były „skrajnie bezsensowne”.

Na całym świecie ponuro komentowano, że demokracja w Izraelu jest zagrożona, a premier Binjamin Netanjahu wkracza na ścieżkę wytyczoną przez Orbana i Kaczyńskiego. W sondażu przeprowadzonym pod koniec lipca, po głosowaniu w Knesecie, 28% Izraelczyków stwierdziło, że rozważa emigrację. 64% chce zostać w kraju, a pozostałe 8% jeszcze nie wie, co robić.

Dla wszystkich, którzy choćby pobieżnie śledzą sytuację w Izraelu, ten ponury ciąg wydarzeń nie jest zaskoczeniem. Przeciwnie, wpisuje się w ogólny trend. Raczej należałoby się dziwić, dlaczego Izraelczycy jeszcze z Izraela nie wyemigrowali.

Bo przecież ich kraj – jeśli wierzyć mediom – jest jednym z najbardziej ponurych miejsc na kuli ziemskiej. Jego mieszkańcy giną w zamachach terrorystycznych, nieustannie grożą im rakiety odpalane z palestyńskiej Strefy Gazy czy Libanu, a mają tylko kilkanaście sekund, żeby dobiec do schronu. Ajatollahowie z Iranu co rusz obiecują wymazanie Izraela z mapy, a ponieważ mają swój program atomowy, brzmi to szczególnie złowróżbnie.

Konkurencyjna narracja o Izraelu jest jeszcze bardziej przygnębiająca: demokracja w tym kraju już dawno wyginęła, zastąpił ją system apartheidu, w którym Palestyńczycy są ludźmi niższej kategorii; izraelscy żołnierze mordują palestyńskich cywilów, w tym dzieci; żydowscy osadnicy na Zachodnim Brzegu Jordanu zabierają tubylcom ziemię itd., itp.

Bez względu na to, którą narrację wybierzemy (a przecież obie mogą być w jakimś stopniu prawdziwe!), Izrael kojarzy się negatywnie. Nigdy jako normalny kraj, zawsze jako ofiara albo jako prześladowca.

Niezatapialny

Bardzo źle kojarzy się również sam Netanjahu, przywódca prawicowego Likudu, który do perfekcji opanował sztukę utrzymywania się przy władzy. Potrafi stworzyć koalicję z każdym – z partiami lewicowymi i skrajnie prawicowymi, religijnymi i antyreligijnymi – dzięki czemu jest najbardziej niezatapialnym premierem w historii kraju. Rządzi łącznie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół bez patriarchatu