Spędził Pan nastoletnie lata w rozdartym wojną Libanie. Czy to doświadczenie ukształtowało Pańskie myślenie o niepewności i ryzyku?
Wojna to jedno z tych rzadkich, ekstremalnych wydarzeń, które zmuszają do kształtowania charakteru, choćby po to, by przetrwać w obliczu nieprzewidywalnego. Niemniej Liban skłania mnie do jeszcze głębszego namysłu, m.in. nad moją miłością do zachodniej cywilizacji, która narodziła się na tych terenach – przed Atenami, Rzymem, Konstantynopolem była przecież Fenicja. Odczuwam silny związek z antycznym światem. Prowadzę nawet badania genetyczne, które ujawniły wiele śladów rzymskiego DNA wśród mieszkańców Libanu.
Lubi Pan podważać powszechne przekonania – Pańska słynna koncepcja „czarnego łabędzia” opisuje wydarzenie o dużym wpływie, którego żadna wiedza nie jest w stanie przewidzieć…
Czarny łabędź przypomina o prostym fakcie: twierdzenie takie jak „wszystkie łabędzie są białe” jest fałszywe, ponieważ jest empirycznie nieweryfikowalne. Tymczasem wiele prognoz opiera się na podobnie niekompletnym typie informacji. W mojej książce, korzystając z danych statystycznych i probabilistycznych, zadałem kłam wszystkim tym ludziom, a przede wszystkim bankierom i kanapowym ekspertom, którzy myślą, że dysponują wiedzą w dziedzinach z…