Subskrybuj
fot. Pierwsze studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego, od lewej: Janina Kosmowska, Jadwiga Sikorska i Stanisława Dowgiałłówna. Na ich przyjęcie zgodę musiało wydać Ministerstwo Wyznań i Oświaty w Wiedniu fot. Muzeum Farmacji Collegium Medicum UJ w Krakowie
fot. Pierwsze studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego, od lewej: Janina Kosmowska, Jadwiga Sikorska i Stanisława Dowgiałłówna. Na ich przyjęcie zgodę musiało wydać Ministerstwo Wyznań i Oświaty w Wiedniu fot. Muzeum Farmacji Collegium Medicum UJ w Krakowie
dziennikarka i publicystka. W latach 1996–2008 była redaktorką „Tygodnika Powszechnego”. Laureatka nagrody dziennikarskiej Grand Press w kategorii wywiad (2007). Wydała m.in. Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza (Znak 2012) oraz Ludzie Znaku (2015)....

Ufne w szczęśliwą gwiazdę

Profesorowie z oporem przyjmowali zmiany, które naruszały ich uprzywilejowaną pozycję. Nie tylko na uniwersytecie, gdzie pojawiła się konkurencja w postaci kobiet. Obawiali się także, że ich żony czy córki, idąc śladem emancypantek, zapragną zawodowej samodzielności.

Trzy pierwsze kobiety rozpoczęły jesienią 1894 r. studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego tylko dlatego, że osobiście zgodzili się na to dziekan oraz Ministerstwo Wyznań i Oświaty w Wiedniu. Stanisława Dowgiałłówna, Janina Kosmowska i Jadwiga Sikorska wybrane z ponad 60, które złożyły podania, były na początku jedynie słuchaczkami. Dlaczego starania o uzyskanie tego minimum trwały aż do ostatnich lat XIX stulecia?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przypomnieć kilka faktów. Rozpocznijmy od tego, że senat uczelni wprawdzie wyraził zgodę na przyjęcie kobiet, jednak nie zobowiązywał się ani do ich egzaminowania, ani do wydania dyplomu poświadczającego zdobycie wykształcenia. Po każdym semestrze hospitantki musiały składać pismo do dziekana z prośbą o umożliwienie uczęszczania na wykłady w kolejnych miesiącach. Nieprzypadkowa jest dziedzina, na której studiowanie się zgodzono: farmacja. Poza zasięgiem kobiet wciąż pozostawały kierunki uważane za bardziej prestiżowe, jak medycyna, prawo, historia i matematyka.

Na Wydziale Lekarskim kobiety pojawiły się w 1900 r., a Wydział Prawa otworzył się przed nimi jako ostatni, 19 lat później.

Kobiety nie mogły więc studiować dziedzin, które służyły rozwojowi nauki, bo farmacja wówczas była uważana za materię aptekarsko-pigularską, usługową wobec medycyny. Dziewczyny z ambicjami akademickimi weszły więc do niszy, a i tak budziło to opory na uniwersytecie i wśród osób spoza uczelni. Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa wspominała, że jej ojciec krytykował zarówno praktykę akuszerską, którą prowadziła przed studiami, jak i samą naukę. Dziewczyny miały świadomość, że wytyczają nowe drogi i nie są jedynymi, które chciałyby nimi podążać, zwłaszcza że możliwość uczenia się na ziemiach polskich czyniła studia bardziej przystępnymi, chociażby ze względów finansowych. Studia były przecież płatne. Wyjazd na uniwersytet w Belgii, Francji, Szwajcarii albo Wielkiej Brytanii, ale też do Sankt Petersburga, gdzie kobiety mogły się uczyć w Cesarskiej Wojskowej Akademii Medycznej, czy do Charkowa te koszty jeszcze podwyższał, bo dziewczyna musiała się w obcym miejscu samodzielnie utrzymać.

Musiała też mieć maturę, tymczasem czteroklasowe gimnazjum dla dziewcząt, kończące się egzaminem dojrzałości i z programem gimnazjów męskich, które były bardziej wymagające niż wiele żeńskich szkół uruchomiono w Krakowie dopiero we wrześniu 1896 r.

Dlatego wiele kobiet, jeśli nie miało możliwości zdania matury w stronach rodzinnych, rozpoczynało życie akademickie od statusu wolnych słuchaczek i zaliczenia…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nassim N. Taleb: Jak zwodzi nas przypadek