Możliwe, myślę, że najwięcej o życiu powiedziała mi choroba i idąca za nią śmierć. Możliwe, że w momentach spadku siły, energii, nastroju, entuzjazmu, spadku, który chciałby zatrzymać mnie w czterech ścianach, a już najlepiej w wygodnym łóżku, wstać nakazuje mi pamięć o chorobach. Przed oczami staje mi wtedy cały wachlarz dziecięcych i młodzieńczych niedomagań – świnki, ospy wietrznej, płonicy, odry, liszaja. Jest jeszcze i inna choroba, nie moja, ale taka, przy której asystowałam, i to ona najmocniej prowokuje mnie do życia, a w tym do ruchu. Wystawiania się na to, co zewnętrzne, pobudzania swojego ciała do wysiłku, a także do podejmowania pewnego ryzyka. To wszystko trzyma mnie blisko życia, jest zaświadczaniem o nim. Jesteś, bo czujesz.
Tego lata przyglądałam się uważnie swojemu ciału, wspominałam…