Kilka lat temu po spotkaniu autorskim w małym polskim mieście przysiadł się do mnie pewien starszy człowiek. „W jakim języku pani śni?” – zapytał. „W każdym, którym się posługuję” – odpowiedziałam szczerze, bo zasadniczo jestem trójjęzyczna. „Jest zatem pani osobą pozbawioną tożsamości” – podsumował mój rozmówca, a w jego głosie wybrzmiewała nuta krytyki.
Mogłam się tylko uśmiechnąć. Takie komentarze stanowiły dla mnie codzienność, bo odkąd zamieszkałam w Polsce, wielokrotnie słyszałam podobne. Najwyraźniej był tylko jeden właściwy polski styl życia i tylko jeden sposób mówienia po polsku. Jednak w wypowiedzi starszego pana pobrzmiewało niezrozumienie, które niekiedy słychać z ust Polaków wychowanych w wąskim poczuciu tożsamości…