Subskrybuj
Dżuba, obóz uchodźców z terenów Sudanu objętych wojną, listopad 2006 r. fot. Krzysztof Miller / Agencja Wyborcza.pl
Dr filozofii, specjalizujący się w etyce, absolwent Cambridge i Oksfordu, pracownik naukowy na University College London, obecnie wspierany przez grant Longview Philanthropy

Czy granice mają moralne znaczenie?

Ważne są zarówno prawa migrantów, jak i kontrola granic. Nie mamy do czynienia ze stanem natury ani z bezlitosną walką o ochronę przywilejów mieszkańców Zachodu, ale z systemem, który da się moralnie uzasadnić obu stronom – i obywatelom danego kraju, i nowym przybyszom.

Czy na początku mógłby Pan pokrótce wyjaśnić, jak wygląda obecnie polityka imigracyjna na świecie i jakie są główne stanowiska w kwestii imigracji?Państwa rozwinięte uznają z reguły dwie ścieżki przyjmowania ludzi. Jedną dla migrantów ekonomicznych, a drugą dla uchodźców. W tym pierwszym zakresie prowadzą politykę migracyjną, tzn. wybierają imigrantów zależnie od swoich priorytetów. Niektóre kraje dokonują wyboru na podstawie umiejętności przybyszów, czasem za pomocą loterii, jednak zazwyczaj trzymają się pewnych wytycznych co do tego, kogo chcą przyciągnąć. W tym drugim zakresie kraje rozwinięte przyjmują pewną odpowiedzialność za ludzi, którzy mogą wnosić o azyl, czyli za uchodźców. Jednocześnie podejmują kroki, żeby ograniczyć liczbę osób proszących o azyl bezpośrednio u nich. Zależy to w pewnym stopniu od położenia geograficznego. Niektóre państwa, jak np. Kanada, mogą sobie pozwolić na dobrze zorganizowany system azylowy i wybór, kogo chcą przesiedlić z obozów dla uchodźców. Geograficzne oddalenie Kanady sprawia, że nie ma tam problemu z bezpośrednio napływającymi ludźmi. Za to inne kraje, ponieważ mają stosunkowo łatwo dostępne granice lądowe czy morskie, są podatne na napływ większych liczb przybyszów i muszą wtedy ustalić zasady, jak się z nimi obchodzić. Mówiłem o praktyce politycznej, ale jeśli chodzi o teorię czy filozofię, toczy się debata między zwolennikami poglądu głoszącego, że granice powinny być zasadniczo otwarte, a tymi, którzy uważają, że pewne ograniczenia są uzasadnione. Często mamy do czynienia z karykaturalnie wyolbrzymionymi wersjami tych stanowisk, przy czym nawet ludzie wierzący w idee otwartych granic przyznają, że w praktyce może zajść potrzeba ograniczenia przepływu ludzi, przynajmniej na krótką metę. A ci, którzy twierdzą, że państwa mają prawo do kontrolowania swoich granic, zazwyczaj uznają też obowiązek przyjęcia pewnego odsetka uchodźców. Jeśli więc bliżej się przyjrzeć tej debacie, to nie jest aż tak bardzo spolaryzowana, jak się to czasem może wydawać. Istnieje jednak rzeczywista różnica między rzecznikami interesów migrantów a osobami, które koncentrują się na interesach, jakie państwa i ich obywatele mają w tym, żeby ustalać, kto do nich dołączy: jacy to będą ludzie i jak wielu…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć