Na zewnątrz pada deszcz, siedzę właśnie na czwartym piętrze biblioteki w Iowa City, ukryta w przytulnym kącie pomiędzy kilometrami książek, za szybą widzę korony ciemnozielonych wiązów, a szare smugi chmur na niebie przesuwają się tak szybko, że tylko o nich samych mogłabym napisać całkiem sporo słów. Piję cappuccino z jednorazowego kubka, nierecyklingowalnego, bo to papier z domieszką plastiku, żeby nie przeciekało. Praktycznie nie do odzyskania. Śmieć, który przeżyje mnie po wielekroć. Kawa z wielkiej korporacji na „S”, bo akurat taką sprzedają w bibliotecznej kawiarni. Zanim trafiłam na to czwarte piętro, wydałam w Polsce książkę, gdzie w nocie okładkowej przewijają się w różnych konfiguracjach terminy „katastrofa klimatyczna”, „antropocen”. Dwa dni po premierze wsiadłam kolejno do czterech samolotów (powinny być trzy, ale poranna mgła w Krakowie miała na ten temat inne zdanie) i gigantyczny ślad węglowy tej podróży mogłabym z łatwością wyliczyć na pierwszym lepszym ekokalkulatorze online. Dzisiaj na śniadanie zjadłam awokado, do którego wyprodukowania potrzeba takich ilości wody, że nawet nie chcę o tym myśleć, ale w pokoju hotelowym bez dostępu do kuchni powoli kończą mi się inne bezmięsne opcje śniadaniowe. Na wszystko mam zresztą…
Powieściopisarka. Za swój debiut Atlas: Doppelganger otrzymała nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. Za drugą książkę, Zimowlę, otrzymała Paszport „Polityki” oraz nagrodę Odkrycie Empiku. Ostatnio opublikowała zbiór opowiadań Samosiejki. Laureatka stypendium „Młoda Polska” i Stypendium Twórczego...