Subskrybuj
Groby migrantów, Kadr z filmu Even After Death, fot. dzięki uprzejmości Fundacji Refocus Media Labs
Dziennikarka, reporterka. Pisze o migracji i tematyce społecznej; publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, Oko.press i „non/fiction”. Przez wiele lat mieszkała w Holandii i Belgii, obecnie mieszka w czeskiej Pradze.

Anonimowi, nawet po śmierci

Nie wiadomo, gdzie są. Zaginęli na morzu, w drodze do Europy. Większość utonęła. Niektórych odnaleziono i pochowano – często w anonimowych grobach. To opowieść o ludziach, którzy nie dotarli na drugi brzeg.

Co tu robisz? Przyszłaś popatrzeć? Ale żadnych zdjęć! – Pracownik cmentarza przy kościele św. Pantaleona w Mitylenie na greckiej wyspie Lesbos podnosi palec w kierunku oka. – Tylko patrzeć! – Wykrzykuje łamanym angielskim. Gdy się odwracam, wciąż czuję na plecach świdrujący wzrok.

Krążę między grobami migrantów, którzy utonęli podczas podróży przez cieśninę między Turcją a Grecją. Tylko kilka mogił przypomina miejsce pochówku: to prostokąty otoczone bielonymi kamieniami. Stoją jak zapomniani żołnierze, na ukos, przy ścianie cmentarza, na uboczu. Żeby za bardzo nie rzucać się w oczy.

Pozostałe nagrobki zarosły trawą, wtuliły się w ziemię. Z niektórych pozostały tylko niepozorne wybrzuszenia. Na jednym z kopców ktoś położył bukiet czerwonych róż. Chyba niedawno. Kwiaty są jeszcze świeże.

W ciągu ostatnich sześciu lat podczas morskiej przeprawy do Europy utonęło co najmniej 20 tys. osób, szacują twórcy Missing Migrants Project Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM). Ofiar jest w rzeczywistości znacznie więcej, ponieważ większość osób nie zostaje odnaleziona.

– Ciała opadają na dno morza lub są wyrzucane przez fale na tureckie albo tunezyjskie plaże – opowiada mi Simon Robins, badacz pracujący w brytyjskim Centre for Applied Human Rights. – Kraje nie wymieniają się danymi na temat migrantów, którzy zginęli w wyniku zatonięcia. Nie wiemy więc, ile ofiar znaleziono poza Europą. Na kamieniach nagrobnych w Mitylenie brakuje imion i nazwisk. Bo rzadko udaje się ustalić tożsamość zmarłego. Zacznijmy od tego, że nie wszyscy migranci mają przy sobie dokumenty. A ciało, które przebywało w wodzie przez kilka dni lub tygodni, trudno rozpoznać ze względu na daleko posunięty rozkład. Proces identyfikacji jest trudny nawet w przypadku, gdy zwłoki zostaną wyrzucone na brzeg zaraz po katastrofie – nie zawsze można bowiem znaleźć kogoś, kto mógłby dokonać identyfikacji. Zwłaszcza jeżeli bliscy zmarłego przebywają w kraju pochodzenia i nie wiedzą, co się stało. Zdarza się również, że w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wiesław Myśliwski. Słuch absolutny