Był letni wieczór, może lipcowy, wracałam z bańką mleka od gospodarzy brukowaną drogą przez wieś, a potem na przełaj przez łąkę. Już zachodziło słońce, więc raczej jednak był to sierpień, trawa sięgała mi do pasa, dokazywały koniki polne, niebo przymierzało przejściowe, przedwieczorne barwy, od czerwieni i różu po granat. Nie wiem, ile dokładnie miałam wtedy lat – siedem, może osiem. Zastanawiałam się, czy w przyszłości będę ten moment pamiętała, czy uda się go ocalić, czy przeciwnie, przepadnie jak kamień w głębokiej wodzie. Przez całą drogę, kręcąc bańką – tę sztuczkę znają wszystkie wiejskie dzieci – nakazywałam sobie: „Pamiętaj, zapamiętaj to”. Dlaczego niektóre momenty, zupełnie zwyczajne, niczym się niewyróżniające, zapadają w pamięć, a inne stopniowo zlewają się z tłem, zatracając swoje indywidualne kształty? Wieczór, o którym opowiadam, nie miał w sobie niczego szczególnego, a jednak wspominam go prawie czterdzieści lat później właśnie dlatego, że coś posłuchało tamtego dziecięcego nakazu: „Pamiętaj, zapamiętaj to”. Nie wiem, czym była, i czym jest, ta rzecz. Co odczuwało i nadal odczuwa niepokój, czasem przechodzący w trwogę, w chwili poprzedzającej zmierzch, kiedy „cienie wstrzymują oddech”, jak pisała Emily Dickinson, co odczuwało i nadal czasem…
Pisarka, poetka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała sześć tomów wierszy, dwa zbiory opowiadań i dwie powieści, w tym nominowaną do nagrody Nike Nieważkość. Jest popularyzatorką ekopoetyki i członkinią ASLE (Association for the...