To coś zdumiewająco nieprawdopodobnego, że żyjemy na Ziemi, a zarazem możemy oglądać gwiazdy, że warunki życia nie wykluczają warunków widzenia ani odwrotnie. Ośrodek, w którym się poruszamy, jest bowiem z jednej strony dostatecznie gęsty, byśmy mogli zaczerpnąć oddechu, a promieniowanie z Kosmosu nas nie spaliło, z drugiej zaś, nie jest aż tak nieprzejrzysty, by całkowicie pochłaniał światło gwiazd i zakrywał widok na uniwersum.
Cóż za krucha równowaga między tym, co konieczne, i tym, co wzniosłe.
Trudno tu nie przywołać na myśl znanych nam już, coraz bogatszych danych o innych obiektach naszego systemu słonecznego, o ich bezbronnym wydaniu na pastwę zmian temperatury między dniem i nocą, o deszczu cząsteczek wszelkiego kalibru, wdzierającym się na nie z Kosmosu, o spowijających powierzchnie Wenus i Jowisza ołowianych atmosferach, które cały czas nieprzeniknienie przesłaniają wszelki widok nieba, o prędkościach…