Wtedy nie chodziło nam o żaden zachwyt, szło jedynie o przetrwanie. To nam było po prostu niezbędne do życia. Ale stanąć na środku leśnej polany, zamknąć oczy, wsłuchać się w śpiew ptaków i tego typu rzeczy – pewnie nie umielibyśmy sobie wyobrazić większego obciachu. Wydałoby się nam to pretensjonalne i zbędne. Spotykaliśmy się zwykle w soboty, wczesnym rankiem, na dworcu. Byliśmy zieloni, trochę czarni. Takie ubrania były najtańsze i najlepsze do lasu. Podróbki amerykańskich M-65, bo mało kogo było stać na oryginały. Właściwie to nikogo nie było stać. Byliśmy wtedy niemalże bezgotówkowi, wszystko, co potrzebne,…
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...