Subskrybuj
fot. Giles Clarke/Getty
Współautorka (wraz z Arkadiuszem Winiatorskim) książki Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady (2022). Razem z Arkadiuszem przeszli Polskę wzdłuż jej granic. W tym roku planują wejść na Rysy z poziomu morza, czyli z...

Meksyk jeszcze nie zginął

W lipcu 2018 r. Meksyk wybrał pierwszego lewicowego prezydenta w historii. Oddano na niego więcej głosów niż na jakiegokolwiek innego kandydata wcześniej. Do urn poszła rekordowo duża liczba Meksykanów. Społeczeństwo domaga się zmian w przeżartym przemocą i korupcją kraju.

To pierwsze takie wybory w historii. Z wielu powodów. Po pierwsze, były po prostu największe – jednego dnia Meksykanie wybrali nie tylko prezydenta, ale i dziewięciu gubernatorów, wszystkich członków kongresu oraz ok. 3 tys. burmistrzów. W związku z tym okazały się one też najbardziej kosztowne.

Miały również najbardziej krwawy charakter w historii kraju – ponad 130 polityków (w tym niemal 50 kandydatów) zostało zabitych podczas kampanii wyborczej. Ostatni rok był zaś najkrwawszy – w sumie zamordowano prawie 30 tys. osób. Meksyk stał się polem brutalnej wojny narkotykowej, zmaga się też z korupcją na najwyższych szczeblach, kobietobójstwem, a także tzw. wymuszonymi zaginięciami obywateli, w które zamieszana jest władza. Społeczeństwo pragnie zmian i głośno się ich domaga.

Obecnie rządzący prezydent Enrique Peña Nieto cieszył się w drugiej połowie kadencji bardzo niskim poparciem, a na nową głowę państwa wybrano pierwszego kandydata identyfikującego się z lewicą – Andrésa Manuela Lópeza Obradora. Poparł go rekordowo duży odsetek społeczeństwa. W wyborach, które w Meksyku opierają się na tylko jednej turze głosowania, uzyskał ponad 53% głosów.

 

Wyścig o fotelAndrés Manuel López Obrador (nazywany w skrócie AMLO) pokonał swojego największego rywala, Ricarda Anayę z Partii Akcji Narodowej (Partido Acción Nacional – PAN) ponad 30 punktami procentowymi, zaś trzeci w stawce José Antonio Meade z Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej (Partido Revolucionario Institucional – PRI) rządzącej w kraju z niewielkimi przerwami przez blisko 90 lat zdobył zaledwie 16% głosów. López Obrador kandydował już na urząd prezydenta dwukrotnie, w 2006 i 2012 r. Za pierwszym razem był bardzo blisko wygranej, Felipe Calderón z PAN wyprzedził go zaledwie o pół procent głosów i podejrzewa się, że wygrał za sprawą fałszerstw wyborczych. Tę teorię propagował sam AMLO, który samozwańczo – przy aplauzie zwolenników – ogłosił się prezydentem kraju na głównym placu stolicy – Zócalo. Wcześniej, w latach 2000–2005, pełnił funkcję prezydenta miasta Meksyku, a jego rządy są uznawane za sukces. Opuścił urząd z 84-procentowym poparciem, a według gazety „Reforma” spełnił 80% obietnic wyborczych. López Obrador urodził się w 1953 r. w małej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uniwersytet to my!