Subskrybuj
fot. RooM/Alamy/BE&W
Dr nauk przyrodniczych, ekolog, polarnik oraz tłumacz. Autor Czochrałem antarktycznego słonia i książek popularnonaukowych dla dzieci: Pupy, ogonki i kuperki, Gęby, dzioby i nochale oraz Darwin. Opowieść o naszej wielkiej rodzinie

Ludzie Północy

Arktyka syberyjska jest nieprzerwanie zasiedlona od co najmniej 10 tys. lat, amerykańska – od 5 tys. I wcale nie była to dla mieszkańców nieustanna walka o przeżycie. Warunki arktyczne są oczywiście surowe, ale przez tysiąclecia były też dosyć przewidywalne.

Poczułem na sobie czyjś przenikliwy wzrok. Piłem piwo na ganku taniego baru w grenlandzkim miasteczku Sisimiut. Byłem tam jedynym obcym, ale większość obecnych Inuitów albo nie zwracała na mnie uwagi, albo co jakiś czas zagadywała przyjaźnie. Tylko nie on. Siedzący w kącie facet dosłownie świdrował mnie wzrokiem. Po chwili wstał, podszedł do mnie i dość obcesowo, bez wyczuwalnej agresji, ale też bez wstępnych uprzejmości zapytał w miarę płynną, choć chyba rzadko używaną angielszczyzną: – Skąd jesteś? Co tu robisz? Odpowiedziałem, że z Polski i że pracuję jako przewodnik na statku, który właśnie tu przybił, ale nie miałem ochoty na żadną z restauracji pełnych turystów, bo lubię takie bezpretensjonalne spelunki, gdzie można spotkać miejscowych. Był tym wyraźnie podekscytowany, nawet zaczął coś mówić, po czym nagle umilkł i znowu wbił we mnie uważne spojrzenie. – Sulu! – Mikołaj… – Chodź ze mną! Teraz to ja zacząłem się baczniej przyglądać. Był pewnie koło pięćdziesiątki, dość drobny, bardzo żylasty. Ubranie trochę znoszone, ale czyste. I wspaniała twarz pełna niesamowitych zmarszczek. Trudno było oderwać od niego wzrok. Uznałem, że chyba nic mi nie grozi, i wyszliśmy z knajpy. Zaprowadził mnie przez uliczkę do domu stojącego naprzeciwko. Na parterze był zakład fryzjerski jego żony. Poszliśmy na zaplecze, do jego warsztatu. Już w drodze zaczął opowiadać o tym, jak trudno żyje się Inuitom w duńskiej Grenlandii. Posadził mnie na kanapie pokrytej foczą skórą, a po chwili popatrzył krytycznie na moje siedzenie, kazał mi wstać i położył jeszcze dwie skóry reniferów. To go chyba usatysfakcjonowało, bo rozsiadł się wygodnie na krześle naprzeciwko i dopiero zaczął gadać… Dowiedziałem się wszystkiego, właściwie nie zadając żadnych pytań, poza okazjonalnymi przerywnikami, których wymagała uprzejmość. Rozpoczął od rasizmu Duńczyków i tego, że traktują grenlandzkich Inuitów jako obywateli drugiej kategorii. Sulu ledwo wiązał koniec z końcem, był rybakiem, ale ostatnio z połowami ponoć kiepsko. Mógłby zapolować na woły piżmowe, bo sporo ich w okolicy i zna świetne miejsca, ale nie może mieć broni, bo parę lat temu aresztowano go za posiadanie marihuany. Reperuje więc czasem różne rzeczy, pomaga żonie i różnym znajomym, ale tak naprawdę to głównie siedzi w kanciapie z tyłu domu i się modli. Zaskoczył mnie tym wyznaniem. Wiedziałem, że wchodzimy na wyższy poziom. Jego oczy, choć już wcześniej patrzące niezwykle intensywnie, teraz rozpaliły się jeszcze bardziej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mapy objaśniają mi świat