Joanna ma 32 lata, dwoje dzieci, stoi naprzeciwko galerii Korona w Kielcach – nie posiada pieniędzy, karty, telefonu komórkowego, konta w banku, z którego mogłaby wypłacić środki. Kim jest Joanna? Nie, nie jest bezdomną, nie jest samotną matką wyrzuconą na bruk z mieszkania lokatorskiego, nie jest uchodźczynią. Paradoksalnie, wtedy sytuacja byłaby bardziej przejrzysta. Istniałyby przynajmniej instytucje, do których można byłoby się zwrócić po pomoc; urzędnicy, którzy mogliby wykorzystać określone przepisy, by Joannę wesprzeć. Jak Joanna znalazła się w tej sytuacji? Doświadczała długotrwale przemocy, w tym przemocy ekonomicznej. To stosunkowo niedawno opisane zjawisko polega na kontroli zdolności partnerki lub partnera do „nabywania, utrzymywania i korzystania z zasobów ekonomicznych”. Takie zachowania zagrażają ekonomicznemu bezpieczeństwu i niezależności – służą podporządkowaniu sobie drugiej osoby[1]. Polega ono np. na zabieraniu pieniędzy, nieprzekazywaniu partnerce zajmującej się wychowaniem dzieci wystarczających środków na utrzymanie domu, wymaganiu rozliczania się z wydatków (choć większość małżeństw ma wspólność majątkową!). Przemoc ekonomiczna przyjmuje też formę uniemożliwiania partnerce podjęcia pracy czy dalszej edukacji, niszczenia jej mienia, oczerniania jej w miejscu pracy, zastraszania współpracowników, szkodzenia jej biznesowi – słowem: są to działania mające odciąć partnerkę od źródeł utrzymania innych niż partner[2].
Sytuacja Joanny wymyka się prawu – nie jest w nim opisana. To jeden z wielu aspektów „nieprzystawania” do siebie rzeczywistości przemocy i możliwości systemu prawnego. Z czego wynika to „niedopasowanie”?
Przemoc wobec kobiet tematem tabuPo 100 latach od uzyskania prawa wpływu na demokratyczną reprezentację kobiety nadal stanowią mniejszość w polskim parlamencie (27%). Znacząco wpływa to na charakter stanowionego…