Subskrybuj

Kamienna gwardia

Cmentarze. Oto, co pozostało na wschodzie po CK monarchii, władztwie króla Rumunii, II Rzeczpospolitej, państwie admirała Horthy’ego czy nawet kilkudniowej efemerydzie Augusta Wołoszyna. Owszem, mocno postarzałe, wiekowe, pochylone ku ziemi, omszałe, zielonkawe, ozdobione szarymi porostami, ale stojące do dziś równo jak karna kompania huzarów śmierci, pułk lejbgwardii jego imperatorskiej mości czy czerniowiecka 43. Dywizja Piechoty Landwehry z czasów cesarza Franza Josefa.

Taki właśnie jest stary cmentarz w Czerniowcach. Równe, wysokie szeregi kamiennego wojska. Długie, niekończące się alejki, którymi maszeruje ono jak na najbardziej wystawnej defiladzie. Smukli, strzeliści kamienni żołnierze bukowińscy stoją w rzędach, po piętnastu, dwudziestu. Na co czekają? Zapewne na zmartwychwstanie.

To, co przetrwało…Mówiło się o Bukowinie jako o najbardziej skutecznym projekcie austriackim, którego celem było przeniesienie i zakorzenienie tam CK kultury. Czy pomniki, których już nie ma – pomnik „Austrii”, Franciszka Józefa, Józefa II, cesarzowej Elżbiety, znanej powszechnie jako Sissi – na tyle wryły się w świadomość mieszkańców miasta, że tradycja austro-węgierska nadal żyje? W murach, tradycjach, cmentarzach… Tutaj, w mieście umarłych, nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Wróćmy jednak do głównej alei czerniowieckiej nekropolii. Zaraz z brzegu, w pierwszym rzędzie, ciekawy kamienny grobowiec w kształcie dzwonu, którego hełm ozdobiony jest koroną. Napis pod żelaznym krzyżem głosi: „Grobowiec Kochanowskich”. Pochowano tu sześciu mężczyzn i cztery kobiety. Napis największy mówi o Antonim Kochanowskim, honorowym prezydencie miasta, byłym marszałku Bukowiny, który żył w latach 1817–1906. Korona na grobowcu jest przede wszystkim dla niego. Tak, tu spoczywa Antoni Kochanowski, prezydent miasta (z lat 1866–1874 i 1887–1905) ukochany…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mistyka nadwiślańska